Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawica. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 grudnia 2016

Kilka polskich paradoksów

Trochę ciekawych paradoksów.

1. Na mównicę wchodzi poseł, zaczyna rzucać jakimiś żarcikami. Marszałek mówi mu, że przeszkadza w obradach i próbuje zdyscyplinować. Poseł luzacko-złośliwym tonem odpowiada "Panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje", co jego koledzy partyjni kwitują wybuchem śmiechu. Marszałek wyłącza mu mikrofon i wyłącza z obrad. Wyobraźmy sobie sytuację, że np. w sądzie rejonowym podczas rozprawy adwokat rzuca tekstami "Panie sędzia, spokojnie, po co ta powaga". Wyleciałby z sali, dostałby karę pieniężną i wniosek o ukaranie dyscyplinarne. No ale z marszałka można sobie robić smichy-chichy, bo marszałek jest z PiS, czyli nie jest człowiekiem, jest jakąś humanoidalną kreaturą, której można nasrać na głowę, a jeśli będzie z tego powodu czyniał jakieś wyrzuty, to wstyd, hańba i terror.

2. Posłowie opozycji blokują mównicę, uniemożliwiając prowadzenie obrad Sejmu. Mają ze sobą ładne wydrukowane transparenty, co potwierdza, że ich protest był spontaniczną reakcją na odebranie głosu ich koledze. Wobec faktu, że opozycjoniści fizycznie uniemożliwiają działanie konstytucyjnego organu państwa w przeznaczonej do tego sali, posłowie partii rządzącej opuszczają przedmiotową salę na zasadzie "jak chcecie pajacować, to pajacujcie, ale bez nas". Postępowe i światłe autorytety traktują to jako próbę zamachu stanu... ze strony partii rządzącej. Mam wrażenie, że dla owych autorytetów każde zachowanie pisiaków nosi znamiona zamachu stanu, pisiaki powinny uchwalić ustawę, w której pozbawiają siebie samych wszelkich prawa publicznych, a potem popełnić zbiorowe samobójstwo, to, że tego nie robią, to faszyzm. Normalnie, zachowują się, jakby fakt wygrania wyborów dawał im jakieś uprawnienia, bezczelni.

3.  Przed Pałacem Prezydenckim co miesiąc odbywa się miesięcznica. Czy to mądrze, czy głupio, kwestia ocenna, ale prawo do wolności zgromadzeń oznacza, że ludzie mają prawo organizować manifestacje, którzy inni uważają za niepotrzebne, o ile nikomu nie szkodzą. Pewnej grupie to strasznie nie pasuje. Blokuje miejsce przez Pałacem, nie pozwalają "ludowi smoleńskiemu" przejść. Pojawia się Policja, rozdziela obie grupy, żeby obie manifestacje mogły się odbyć. Antymiesięcznicy szarpią się z Policją i koniecznie chcą się przebić do smoleńszczyków, żeby nie dać im odprawić miesięcznicy. Nie chodzi im to, żeby oni mogli zamanifestować swoje zdanie i uczucia, chodzi o to, żeby "tamci" nie mogli. Ostatecznie antysmoleniaki stwierdzają, że doszło do złamania ich wolności zgromadzeń... bo nie pozwolono im zablokować cudzego zgromadzenia. Kodowa logika mocno.

4. Za każdym razem, gdy śp Lech Kaczyński używał prawa weta, podnosił się krzyk. Że niby prezydent ma takie prawo, ale nie powinien z niego korzystać, bo tak. Bo to paraliżuje prace parlamentu, a zresztą, wyborcy zadecydowali, że wybierają takich posłów, więc prezydent powinien uszanować, co większość parlamentarna uchwali. Był nawet tuskowy projekt, żeby wykreślić z konstytucji prawo weta. Kiedy Andrzej Duda został prezydentem, co chwili podnosi się krzyk "Czemu nie wetuje? Czemu nie wetuje?". Widać jest zmanipulowaną marionetką prezesa. Bo przecież to NIEMOŻLIWE ŻEBY ŚWIADOMIE I DOBROWOLNIE zgadzał się z tym, co uchwali pisowska większość sejmowa. Nie ma opcji. Nie dotyczy to tylko prezydenta. Kodziarze nie są w stanie do siebie dopuścić myśli, że ktoś może świadomie i dobrowolnie mieć inne zdanie. Swego czasu ich guru, ten od alimentów, ogłosił, że istnieje coś takiego jak "Homo pis" (oczywiście, ten epitet to nie jest żadne "dzielenie ludzi"), którego charakteryzuje to, że jest bierny, bezmyślny, głosuje na PiS. No bo gdyby pomyślał, choć chwilę, to natychmiast stałby się zażartym antypisowcem. Ilekroć w dyskusji staję po stronie PiS, zaraz pojawia się ktoś, kto mówi "Oho, jesteś pisowskim trollem, ile Ci płacą? 5 groszy za komentarz?" albo "No tak, ciemny motłoch dostał 500 plus, więc głosuje za PiS". Nie, nie głosowałem na PiS, bo 500 plus. Nie mam dzieci, nie jestem w żaden sposób beneficjentem tego programu. Głosowałem na PiS właśnie dlatego, że wnerwia mnie postawa tych światłych, postępowych, niedzielącychludzi antypisowców. Bo jakkolwiek w PiS-ie jest sporo głupoty, chamstwa i obłudy, to jego oponencie biją PiS na głowę. Podniecają się w nieskończoność tekstem o gorszym sorcie, a sami wylewają z siebie tyle pogardy, że hej. A najgorsze jest właśnie to, że nie potrafią traktować wyborców PiS jako oponentów - nie potrafią powiedzieć "To jest Twoje zdanie, ale ono jest głupie i szkodliwe, chciałbym żebyś je zmienił, a jeśli go nie zmienisz, to będę się starał, żeby moje zdanie przeważyło", tylko "Ty wcale nie masz takiego zdania! Jesteś zmanipulowany i ogłupiony! NIE MASZ PRAWA MÓWIĆ, ŻE MASZ TAKIE ZDANIE! W ogóle nie będziemy podejmować z Tobą dyskusji, to poniżej naszej godności. Przecież i tak nie masz żadnych argumentów, bo gdybyś miał, to mogłoby znaczyć, że my nie mamy 100% racji, a to przecież niemożliwe. Fuj, jakiś pisowcie śmie nam zadawać pytania. Dawaj wuwuzelę, zagłuszymy chama". I jeszcze te teksty "Wszyscy Polacy mają dosyć rządów PiS! Kaczyński, odwal się od narodu polskiego!". W sumie logiczne. Tym sposobem kodziarze unikają śmiertelnego grzechu "dzielenia Polaków na lepszych i gorszych". Nie ma lepszych i gorszych Polaków, bo ci, którzy głosują na PiS, to nie gorsi Polacy, tylko wcaleniepolacy!
Mam wrażenie, że nasza konstytucja potrzebuje kilku poprawek, żeby stać się prawdziwie światła i postępowa, jak np.
a) Jeśli na karcie do głosowania brak jest zaznaczonej partii, albo wyborca zaznaczył kilka partii, albo zaznaczył PiS, głos uznaje się za nieważny.
b) Sejm podejmuje ustawy co do zasady zwykłą większością głosów, w określonych przypadkach większością bezwzględną lub kwalifikowaną. Przy liczeniu nie uwzględnia się głosów oddanych przez posłów PiS.
c) Jeśli członek PiS obejmie jakiś urząd państwowy, wszelkie uprawnienia związane z tym urzędem ulegają zawieszeniu do czasu zakończenia kadencji.
d) Jeśli jakiś organ podejmie w dowolnej kwestii decyzję zbieżną z poglądami Jarosława Kaczyńskiego, decyzja jest nieważna.

5. Za poprzednich rządów PiS, jak i za obecnych, mamy to samo. Bez przerwy dziennikarze, artyści, celebryci wylewają hektolitry jadu na PiS. Co samo w sobie nie jest dla mnie problemem, bo jestem za wolnością słowa. Problemem jest to, że owi wylewacza jadu pozują na męczenników. "PiS to gówno, PiS to gówno, PiS to gówno. O jaki ja jestem odważny, przecież żyjemy w kraju totalitarnym, co prawda jeszcze nie zdarzył się przypadek, żeby kaczystowscy siepacze kogoś zgarnęli za krytykę PiS, no ale NA PEWNO jutro kogoś zgarną. Spotykają mnie takie straszne represje, za to, że mówię, że PiS to gówno. Pewnie ABW już po mnie jedzie, za parę minut mnie odstrzelą. To dziś na tyle, jutro znowu się spotkamy, żeby jak kulturalni i otwarci ludzie podyskutować o tym, dlaczego PiS to gówno".

6. Od dawna się mówi, że awantury na Marszach Niepodległości były wynikiem prowokacji inspirowanych przez niechętny rząd. Są nagrania, z których wynika, że peowski minister kazał podpalić budkę przed rosyjską ambasadą, żeby zwalić to na narodowców. Zmienia się władza, na nieco bardziej przychylną narodowcom... I nagle okazuje się, że Marsz Niepodległości może przejść bez żadnych incydentów, jest spokojnie, wesoło. Światły i postępowy dziennikarz maluje się na czarno i udaje Murzyna. Idzie na marsz. Nie spotyka go nic złego, w pewnej chwili ktoś go zaczepia, ale, jak sam przyznaje, pozostali "marszownicy" stają w jego obronie. Co więcej, okazuje się, że w Marszu uczestniczy prawdziwy Murzyn, działacza pro-life, któremu bardzo się podoba ta impreza. Czy to daje cokolwiek dziennikarzowi do myślenia? Nie. Stwierdza, że "oni się jakoś tak na mnie dziwnie patrzyli". Więc jednak, faszyzm. Nie muszą bić, nie muszą wyzywać, nie muszą niczego robić, sam fakt, że ośmielają się istnieć i mieć inne poglądy, jest strasznym świństwem.
Jednocześnie co chwila słyszymy o kolejnych zbrodniach dokonywanych przez islamskich uchodźców. Tu ktoś rozjechał kilkadziesiąt ludzi, tu ktoś zarąbał maczetą ciężarną kobietę, tu ktoś zastrzelił antyislamskiego dziennikarza. Nie słyszy się, żeby "skrajna prawica" dokonywała takich aktów... Ale nie szkodzi! Oficjalna wersja jest taka, że islamscy uchodźcy są cacy, nie wolno poddawać się panice, zresztą to odciąga naszą uwagę od prawdziwego zagrożenia, jakim jest NACJONALIZM! To, że islamiści mordują jeszcze nie znaczy, że są mordercami. To, że nacjonaliści nie mordują, jeszcze nie znaczy, że nie są mordercami.

Żeby nie było - jak wskazałem wyżej, wiem, że PiS ma swoje za uszami. Ale chamstwem, pogardą i głupotą nie dorasta do pięt PO, Nowoczesnej czy KOD-owi. Jeśli krytykujesz PiS i głosujesz na Kukiza, Korwina, Ruch Narodowy itd - szanuję to. Jeśli popierasz kodziarzy, "Bo obronią nas przed pisem!!!", to zachowujesz się, jak ktoś, komu nie podoba się, że w restauracji podano mu przypalonego kotleta, więc żąda, żeby wymieniono go na krowi placek.

sobota, 30 lipca 2016

"Komiks i my" - nowe czasopismo

Na początku zadeklarowałem, że na swoim blogu będę prezentował katoprawicowe spojrzenie na fantastykę, popkulturę itd. A zatem czas na pierwszy artykuł "misyjny".
Na rynku pojawił się nowy magazyn komiksowy - "Komiks i my". Jego redakcja stawia sprawę jasno - obecnie na scenie komiksowej dominuje jednostronne przesłanie lewicowe (co racja, to racja - nawet zdawać by się mogło apolityczne komiksy superbohaterskie coraz częściej uwzględniają propagandę LGBT w prezentowanych historiach). Celem jest zmiana tej dysproporcji i promowanie słusznego, konserwatywnego i katolickiego spojrzenia na ilustrowane historie.
Należy wyjaśnić, że "Komiks i my" to nie tyle "magazyn o komiksach", co "magazyn z komiksami". Przynajmniej tak się to prezentuje w pierwszym numerze, w którym znalazły się dwa artykuły publicystyczne. Pierwszy "Komiks frankofoński w służbie Mahometa" dotyczy sposobu ukazywania islamu i kultury arabskiej w... no cóż, komiksie frankofońskim. Drugim jest recenzja komiksu "V jak Vendetta" - widać, że autor stara się znaleźć równowagę pomiędzy prezentowaniem swoich poglądów i obiektywną oceną utworu - z jednej strony wyraźnie zaznacza, że nie zgadza się z przesłaniem komiksu, z drugiej, docenia biegłość warsztatową twórców.
Resztę łam wypełniają komiksy, m.in.:
- "Stacja kontroli dusz" (scen. i rys. Piotr Promiński) - przypowieść o niebie, czyśćcu i piekle ubrana w sztafaż s-f (pierwszy odcinek z trzech),
- "Duchy gór" i "Perła" (scen. i rys. Grzegorz Weigt, wg Dolores Zok SSPS) - powiedziałbym, takie rozważania filozoficzne, odwołujące się do kultury afrykańskiej (i oczywiście katolicyzmu),
- "Idioci" (scen. i rys. Krzysztof Wyrzykowski) - opowiastka o wędrówce manekina, robota, małpy i ekhem, dmuchanej lali - każda z postaci ma symbolizować inny element ludzkiej natury,
- humorystyczne i minimalistyczne komiksy "Przygody Stefana" i "Krótka historia Polski", autorstwa Mieczysława Skalimowskiego.

Jakie są moje odczucia? Ano "Komiksy i my" nie do końca trafia w moje gusta. Nie dlatego, broń Boże, żebym nie zgadzał się z jego linią. Po prostu prezentowane w nim komiksy są trochę zbyt... artystyczne i wyrafinowane jak dla mnie. Bo ja prosty chłop jestem. Od komiksu oczekuję dużo naparzaniny, trochę śmiechu, trochę tragedii, trochę Ważnych Kwestii Moralnych i stereotypowo ładnych rysunków. Osobiście wolałbym komiksy o dzielnych krzyżowcach/husarzach/żołnierzach wyklętych naparzających wrogów Narodu i Wiary (ponadto cena 19 zł za numer jest dla mnie trochę za wysoka dla mojego budżetu). Zatem, jakkolwiek życzę autorom wszystkiego dobrego i wielu sukcesów, "Komiks i my" raczej nie znajdzie we mnie wiernego odbiorcy.