Przedsiębiorca powinien mieć prawo odmówić wykonania usługi niezgodnej z jego światopoglądem. I oczywiste jest, że jeśli osoba A odmawia udziału w propagowaniu poglądów osoby B, nijak nie narusza wolności osoby B. Wręcz przeciwnie - to osoba B narusza wolność osoby A, jeśli zmusza ją do udziału w propagowaniu poglądów wbrew jej woli. Jak ktoś może w ogóle uważać, że "Żądam, żebyś wziął udział w głoszeniu moich poglądów, a jak nie, to uruchamiam aparat przymusu państwowego" jest bardziej wolnościowe niż "Nie zabraniam Ci głosić Twoich poglądów, ale sam nie wezmę w tym udziału" ? Stosując analogię, która POWINNA trafić do osób o poglądach lewicowych - kto narusza czyją wolność? Katolik mówiący "Domagam się, byś wziął udział w działalności misyjnej", czy ateista mówiący "Nie wezmę, bo nie wyznaję waszej religii i nie zgadzam się z tym, co będziecie głosić na tych misjach"?
I nie, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie mówi, że wolno odmówić usługi gejowi. Odnosi się do rodzaju usługi niezgodnej ze światopoglądem ustawodawcy, nie do osoby klienta. Czyli wolno odmówić np. wydrukowania plakatów zachęcających do udziału w Marszu Równości, pochodzie pierwszomajowym, Marszu Niepodległości czy procesji na Boże Ciało, ale nie wolno odmówić dowolnej usługi dlatego, że klient jest homoseksualistą/komunistą/nacjonalistą/katolikiem. Kto twierdzi inaczej, nie umie rozumieć tekstu czytanego, albo nie chce zrozumieć (bo fajniej jest bezmyślnie powtarzać memy podane przez kolegów). No ale niestety niektóre osoby uważały, że sformułowanie w stylu "zakłada się Niebieską Kartę po drugim przypadku przemocy domowej w rodzinie" jest równoznaczne z "nie karze się za pierwszy przypadek przemocy domowej" - a przecież to nie wynika raczej z głupoty, tylko pewnej... skłonności do pochopnego przyjmowania takiego wytłumaczenia, które wpasowuje się w czyjeś poglądy, miast spokojnej analizy.
Śmieszne są też teksty w stylu "I co teraz katolik będzie mógł odmówić sprzedaży kondoma albo muzułmanin wieprzowiny". No i co w tym złego? Czy ludzie, którzy głoszą takie teksty, uważają, że absolutnie w każdym kiosku powinny być w sprzedaży prezerwatywy, a w każdym mięsnym wieprzowina, a jeśli akurat dany sprzedawca tego w asortymencie nie ma, należy przeprowadzać śledztwo, czy przypadkiem ich brak nie jest wynikiem poglądów sprzedawcy a to byłoby OKROPNE STRASZNE FASZYZM DYSKRYMINACJA? Co z barami wegetariańskimi? Wejdę do takiego, zamówię burgera z mięsem, powiedzą mi "Przepraszamy, ale jesteśmy przeciwko jedzeniu mięsa, takich rzeczy nie robimy"? Czy to naruszy moją godność człowieka, wolność itd? Czy uznawanie, że jakakolwiek niezgoda z czyimiś poglądami, stylem życia itd oznacza naruszenie godności, nie doprowadzi do dewaluacji godności? Czym powinny się przejmować osoby, które cenią sobie tę koncepcję
I dalej, by uprzedzić teksty w rodzaju "miecz obosieczny", "karma wraca" itd - tak, uważam, że IKEA powinna mieć prawo zwolnić pracownika za wyrażanie poglądów niezgodnych z linią firmy. Przedsiębiorca powinien mieć prawo decydować, z kim chce współpracować, komu chce powierzać swoją własność. I jeśli ważniejsza dla niego jest ideologia, niż np. wydajność pracownika - to wyłącznie jego sprawa.
A zatem - gdyby właściciel drukarni chciał zwolnić drukarza za odmowę wydrukowania plakatu LGBT, spoko, drukarnia jest własnością tego przedsiębiorcy i ON ma prawo wymagać, by pracownik korzystał z powierzonej mu własności w sposób zgodny z wolą jej właściciela, z którym ów drukarz z własnej woli zawarł umowę i zobowiązał się do wykonywania poleceń pracodawcy. Natomiast klienci nie powinni mieć absolutnie żadnego prawa do przymuszania ani drukarza, ani właściciela drukarni do zawarcia z nimi umowy.
Gdyby ktoś do mnie podszedł i powiedział "Aha, jesteś z zawodu murarzem, to od dzisiaj pracujesz w mojej ekipie, tak postanowiłem" mógłbym powiedzieć mu "coooo, skądże znowu, nie pracuję dla ciebie, w Polsce nie ma niewolnictwa, jeśli zechcę, zawrę z tobą umowę o pracę, ale nie chcę" i nie ma znaczenia, jaka jest moja motywacja. Ale jeśli prowadziłbym sklepik czy drukarnię, ktoś mógłby do mnie wejść i powiedzieć "OK, to ja sobie życzę taką usługę i MUSISZ ze mną zawrzeć umowę jej wykonania, bo jak tak mówię" to nie miałbym prawa odmówić? Dlaczego? Można się powoływać na etykę, ale dlaczego etyka osoby, która uważa, że nie wolno odmówić usługi, miałaby być "mocniejsza" od etyki osoby, która uważa, że nie wolno jej wykonać takiej usługi? Czy wymuszanie przez Państwo etyki tej pierwszej osoby kosztem tej drugiej nie jest dyskryminacją i złamaniem zasady neutralności światopoglądowej? Poddaję pod rozwagę, a jeśli w swojej wypowiedzi byłem zbyt złośliwy, to przepraszam, moją intencją nie było obrażanie, tylko zwrócenie uwagi na pewne paradoksy.
To jest blog mój, Adeptusa Gedeona. Grafomana i katola. Publikuję na nim groch z kapustą - swoje gry paragrafowe i planszowe oraz opowiadania, recenzje cudzych dzieł (zwłaszcza tych mało znanych), materiały do RPG, artykuły polityczne/religijne.
Etykiety
- RPG
- religia
- wydarzenie
- recenzja filmu
- opowiadanie
- poltergeist
- światotworzenie
- Marvel
- paragrafówka
- polityka
- recenzja gry komputerowej
- Gwiezdne Wojny
- "Grób pobielany"
- ciekawa strona
- ciekawe miejsce
- recenzja książki
- ciekawe strony
- gra planszowa
- komiks
- prawica
- czasopismo
- fantastyka
- gry komputerowe
- militaria
- powitanie
- recenzja paragrafówki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 28 czerwca 2019
niedziela, 24 marca 2019
Kilka pytań odnośnie aborcji
Z okazji Dnia Świętości
Życia, kilka pytań:
- Dlaczego osoby wspierające "prawo do wyboru" tak strasznie bulwersują plakaty pokazujące skutki aborcji? Przecież według nich to tylko zwykły zabieg, a abortowane dziecko to zlepek komórek. Więc przechodząc obok powinni tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć „Ale po co ten krzyk? Na tych zdjęciach nie ma niczego szokującego”.
- Dlaczego jeśli publiczne pieniądze pójdą na cokolwiek związanego z religią, to jest to straszna rzecz i wykluczenie obywateli, bo przecież nie każdy jest wierzący i państwo należy do wszystkich i „ja nie chcę finansować waszych zabobonów”, ale jednocześnie aborcja powinna być finansowana z podatków opłacanych przez katolików, którzy uważają ją za zbrodnię?
- Dlaczego osoby o poglądach lewicowych tak dbają o empatię, polityczną poprawność i ciągle aktualizują listę zakazanych słów, które mogą sprawić, że komuś zrobi się przykro... Ale jednocześnie wielu z nich bez ogródek mówi, że adopcja zamiast aborcji to nie jest rozwiązanie, albo że usuwanie chorych płodów jest dla ich dobra, bo lepiej się nie narodzić, niż być niechcianym/chorym i cierpiącym – jak się czuje osoba wychowana w domu dziecka albo posiadająca wady genetyczne, gdy słyszy, że lepiej byłoby, gdyby się nie narodziła?
- Dlaczego od dawna lewicowcy powtarzali (i dalej powtarzają) „katolom zależy tylko, żeby się dziecko urodziło, a po porodzie kopią matkę i dziecko w dupę i mają je gdzieś”, a jednocześnie wielu z tak mówiących nienawidzi programu 500+ oraz pogardza matkami wielodzietnymi ?
- Dlaczego feministki protestujące przeciwko ocenianiu kobiet przez pryzmat ich wyglądu nie protestują, kiedy ktoś twierdzi, że działaczki przeciwaborcyjne to "brzydkie lub stare baby, którym i tak ciąża nie grozi" (zresztą wbrew faktom – przecież choćby taka Kaja Godek jest matką).
- Dlaczego w mediach nieplanowe poronienie jest traktowane jako tragedia i utrata dziecka, matki głaszczące się po brzuchu i mówiące do swojego dziecka są słodkie, ale kiedy dochodzi do aborcji to tylko zwykły zabieg, usunięcie zlepku komórek, a każdy, kto próbuje humanizować ten zlepek jest ukazany jako idiota i oszołom?
- Dlaczego lewicowcy uważają, że tylko kobieta ma prawo podjąć decyzję o aborcji, bo „jej ciało, jej sprawa”, a jednocześnie chcą odgórnie zakazać terapii konwersyjnych, zamiast pozostawić każdemu homoseksualiście decyzję o przystąpieniu lub nie? Nawet jeśli lewicowcy uważają takie terapie za szkodliwe, to... „ich (homoseksualistów) ciało, ich sprawa”, prawda?
piątek, 8 lutego 2019
Zmarł Jan Olszewski
Wczoraj zmarł Jan Olszewski, były premier RP. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie. Zachęcam do zapoznania się z osiągnięciami tej wybitnej postaci - a także z tym, co osiągnąć chciał, ale niestety mu nie pozwolono.
poniedziałek, 4 lutego 2019
Zbiórka na Slanna
Na Polterze swego czasu działał taki człowiek o pseudonimie "Slann". Zapamiętałem go głównie jako, jak sam się określał "skrajnego centrystę". Ów centryzm przejawiał się głównie w ten sposób, że kiedy ktoś prezentował wyraziste poglądy w jakiejś kwestii, Slann pojawiał się z komentarzami sprowadzającymi się do "lewacy i prawacy są tacy sami, skrajności są złe i prawda leży pośrodku". Przy czym konsekwentnie odmawiał sprecyzowania swoich zarzutów pod adresem "lewaków i prawaków" czy wyjaśnienia, na czym polega jego centrowa filozofia, poza tym, że jest centrowa i dlaczego jest lepsza od innych.
Zniknął z Poltera, wydaje mi się, że kiedyś sugerował, że miałem z tym swój związek, bo nie podobało mu się, że próbowałem go skłonić, by wyjaśnił, skąd ten jego negatywny stosunek do prawaków i lewaków i przekonanie, że enigmatyczny "centryzm" jest z założenia lepszy. Mnie z kolei bardzo frustrowała jego taktyka "napiszę, że nie macie racji, ale choćby nie wiem co, nie wyjaśnię dlaczego, sami się domyślcie". Więc kiedy zobaczyłem wzmiankę o nim na Polterze, od razu mnie to zaciekawiło.
No i dowiedziałem się, że jest zbiórka w związku ze schorzeniem Slanna... nie, nie centryzmem, ale czymś, co się nazywa "rdzeniowy zanik mięśni". W zasadzie, to chyba licytacja jakichś fantów, nie wiem, jak to dokładnie działa, bo ją olałem, można przecież wpłacić na rachunek bez udziału w zabawie. W każdym razie, szczegóły poniżej:
https://www.facebook.com/groups/2061137844200629?view=permalink&id=2137447933236286
A Slannowi życzę Bożego błogosławieństwa.
Zniknął z Poltera, wydaje mi się, że kiedyś sugerował, że miałem z tym swój związek, bo nie podobało mu się, że próbowałem go skłonić, by wyjaśnił, skąd ten jego negatywny stosunek do prawaków i lewaków i przekonanie, że enigmatyczny "centryzm" jest z założenia lepszy. Mnie z kolei bardzo frustrowała jego taktyka "napiszę, że nie macie racji, ale choćby nie wiem co, nie wyjaśnię dlaczego, sami się domyślcie". Więc kiedy zobaczyłem wzmiankę o nim na Polterze, od razu mnie to zaciekawiło.
No i dowiedziałem się, że jest zbiórka w związku ze schorzeniem Slanna... nie, nie centryzmem, ale czymś, co się nazywa "rdzeniowy zanik mięśni". W zasadzie, to chyba licytacja jakichś fantów, nie wiem, jak to dokładnie działa, bo ją olałem, można przecież wpłacić na rachunek bez udziału w zabawie. W każdym razie, szczegóły poniżej:
https://www.facebook.com/groups/2061137844200629?view=permalink&id=2137447933236286
A Slannowi życzę Bożego błogosławieństwa.
piątek, 23 listopada 2018
Kontrowersje po śmierci Stana Lee
Tak, wiem, nie potrafię uszanować śmierci, żeruję, clickbait, propaganda itd. Generalnie, śmierć Stana Lee i wypowiedzi niektórych ludzi na jego temat bezczelnie traktuję jako pretekst, by propagować homofobię. Amen. Ale doceńcie, że przynajmniej poczekałem, aż go pogrzebią ;)
Oczywiście, jak usłyszałem o śmierci Stana Lee, nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, jakie były jego poglądy, w szczególności religijne. Udało mi się znaleźć dwie wypowiedzi na ten temat. W jednej zapytany o inspiracje literackie, wymienił m.in. Biblię, choć w kontekście raczej językowym, niż duchowym: "And I read the Bible, I'm not a particularly religious person, but I love the phraseology: Thous, and Doths and Begets, so that was definteley in my mind when I was writing things like Thor" (http://www.christiandivine.com/StanLee.htm). W drugim przypadku, wprost zapytany, czy według niego Bóg istnieje, odpowiedział "Well, let me put it this way… [Pauses.] No, I'm not going to try to be clever. I really don't know. I just don't know" (https://www.avclub.com/is-there-a-god-1798208251). A zatem wyglądał na "czystego" agnostyka. Cóż, nie mnie jako katolikowi rozstrzygać, co ostatecznie zadziało się w jego duszy i jaki jest jej los, mogę jedynie powiedzieć "Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie". Ponadto powiem, że sprawiał wrażenie sympatycznego człowieka, choć oczywiście zamotanego w świat szołbiznesowych, lewackich wartości no i (współ)tworzył uniwersum, które w ostatnim czasie dostarczyło mi sporo rozrywki i okazji do refleksji.
Oczywiście, sprawdziłem również, jak wypowiadali się o nim inni. Zdecydowana większość wypowiedzi była pełna hołdów, ale znalazło się trochę sceptyków, czy tzw. "hejterów". Zarzucano mu, że wycyckał swoich współpracowników na czele z Jackiem Kirby, co byłoby sensownym zarzutem (choć nie podejmuję się oceny, czy prawdziwym). Zarzucano mu również, że pod koniec życia molestował opiekujące się nim pielęgniarki... co również byłoby dosyć przykre, gdyby się potwierdziło. Żyjemy w czasach gdy co niektórzy SJW wprost mówią, że w przypadku oskarżenia o molestowanie (zwłaszcza oskarżenia "white hetero cis male", czyli według tych przepełnionych tolerancją ludzi, najgorszej możliwej swołoczy) nie powinno się stosować "domniemania niewinności", a raczej domniemanie winy. A najlepiej nieobalalne i niepodlegające dyskusji założenie, że jeśli ktoś został oskarżony, to znaczy, że jest winny, koniec i kropka, a jakiekolwiek próby jego obrony to świństwo i "mizoginia". I nawet jeśli oskarżycielka wprost przyzna, że wszystko zmyśliła, to i tak nie powinno to być podstawą do przyznania, że oskarzony jest niewinny, jak w przypadku sędziego Kavanaugh. Warto, żeby niewinni (o ile hetero cis scum może być niewinny) poszli siedzieć, jeśli ma to pomóc w obaleniu "patriarchii" (patriarachatu? W każdym razie, zaczerpnięte z prawdziwej wypowiedzi). Tymczasem, w przypadku Stana Lee reakcje na te oskarżenia były zdumiewająco zdroworozsądkowe i logiczne - obrońcy wskazywali m.in. na to, że opiekunki nie wniosły żadnego formalnego oskarżenia, a jedynie domagały się pieniędzy, a cała sprawa pachniała próbą wymuszenia. To potwierdza, jak cenioną osobistością był Stan Lee - skoro nawet znaczna część tumblrowców zrobiła w jego przypadku wyjątek od zasady "domniemania winy".
Ale idąc dalej - pojawiły się oskarżenia o "rasizm i homofobię" (to znaczy, nie to, żebym miał coś przeciwko homofobii, ale wiem, ze według autorów tych wypowiedzi jest ona czymś złym). Śmieszne, twórca "Czarnej Pantery" rasistą... Nie to, żeby lewacy potrzebowali jakiegoś szczególnego powodu dla wykrzykiwania swoich magicznych zaklęć pod czyimś adresem, ale spróbowałem sprawdzić, czy w tym konkretnym przypadku opierają się na jakichkolwiek, choćby najwątlejszych przesłankach. Okazało się, że problem wynikł z tego, że Stan Lee swego czasu wypowiedział się krytycznie na temat koncepcji "czarnoskórego biseksualnego Petera Parkera" i stwierdził, że nie ma sensu zmieniać istniejących postaci w celu uczynienia z nich przedstawicieli "mniejszości" - jeśli ktoś chce zapewnić "reprezentację", niech stworzy nowe (co zresztą w pewnym sensie się stało - przecież istnieje czarny Spiderman w postaci Milesa Moraleza. A że gejowskiego nie ma, to akurat dobrze - wtrącenie moje). I że wypowiedzi ówczesnego odtwórcy roli Spidermana - Andrew Garfielda - sugerujące, że fajnie, jakby MJ była facetem, są próbą zwrócenia na siebie uwagi.
https://lulz.com/woke-twitter-stan-lee-1905/
http://tearingdownthatfence.tumblr.com/post/58325003193/stan-lee-comments-on-bisexual-spider-man-again
https://www.redstate.com/brandon_morse/2018/11/13/sjws-attack-stan-lee-passing-label-horrible-things/
https://twitter.com/shipperofstuff/status/950845095607263232
Oczywiście, nie łudzę się, że Stan Lee był prawicowcem. Możliwe, że gdyby mnie spotkał, znając moje poglądy, nie podałby mi ręki (albo wyraził swój niesmak w inny sposób - cóż, takie życie katola-fantasty, trzeba być świadomym, że większość twórców rzeczy, które się lubi, nie polubiłaby ciebie). Raczej był takim typowym przedstawicielem szołbiznesu, o poglądach, powiedzmy "umiarkowanie lewackich". Ale jak widać, wielu tęczowym bojownikom to nie wystarcza. Kiedyś tolerancja oznaczała brak agresji. Potem zaczęła oznaczać brak krytyki. Obecnie, dla lewaków nie jest tolerancyjny, jeśli odmawiasz aktywnego popierania ich postulatów w jakiejkolwiek kwestii, w jakimkolwiek stopniu. Możesz powiedzieć "Hej, nie mam nic przeciwko gejom, super że są gejowskie postaci, wiwat LGBTXYZ@$#%... ale może nie każda istniejąca postać koniecznie musi być queerowa?" i bum, jesteś homofobem. W sumie, fajnie. Może taka postawa ostatecznie przyniesie więcej dobrego, niż złego. Bo w końcu umiarkowani lewacy, którzy popierają LGBT, bo nie chcą się czuć/być postrzegani jako "homofobowie" zrozumieją, że choćby nie wiem jak się starali, nigdy nie będą dość dobrzy i zawsze będą obrywać i słyszeć, że muszą czekać swój przywilej. I w końcu ich szlag trafi i nawrócą się na homofobię. Czego im życzę z duszy, z serca.
https://twitter.com/wrongpool/status/1018363365528227841
Oczywiście, jak usłyszałem o śmierci Stana Lee, nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, jakie były jego poglądy, w szczególności religijne. Udało mi się znaleźć dwie wypowiedzi na ten temat. W jednej zapytany o inspiracje literackie, wymienił m.in. Biblię, choć w kontekście raczej językowym, niż duchowym: "And I read the Bible, I'm not a particularly religious person, but I love the phraseology: Thous, and Doths and Begets, so that was definteley in my mind when I was writing things like Thor" (http://www.christiandivine.com/StanLee.htm). W drugim przypadku, wprost zapytany, czy według niego Bóg istnieje, odpowiedział "Well, let me put it this way… [Pauses.] No, I'm not going to try to be clever. I really don't know. I just don't know" (https://www.avclub.com/is-there-a-god-1798208251). A zatem wyglądał na "czystego" agnostyka. Cóż, nie mnie jako katolikowi rozstrzygać, co ostatecznie zadziało się w jego duszy i jaki jest jej los, mogę jedynie powiedzieć "Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie". Ponadto powiem, że sprawiał wrażenie sympatycznego człowieka, choć oczywiście zamotanego w świat szołbiznesowych, lewackich wartości no i (współ)tworzył uniwersum, które w ostatnim czasie dostarczyło mi sporo rozrywki i okazji do refleksji.
Oczywiście, sprawdziłem również, jak wypowiadali się o nim inni. Zdecydowana większość wypowiedzi była pełna hołdów, ale znalazło się trochę sceptyków, czy tzw. "hejterów". Zarzucano mu, że wycyckał swoich współpracowników na czele z Jackiem Kirby, co byłoby sensownym zarzutem (choć nie podejmuję się oceny, czy prawdziwym). Zarzucano mu również, że pod koniec życia molestował opiekujące się nim pielęgniarki... co również byłoby dosyć przykre, gdyby się potwierdziło. Żyjemy w czasach gdy co niektórzy SJW wprost mówią, że w przypadku oskarżenia o molestowanie (zwłaszcza oskarżenia "white hetero cis male", czyli według tych przepełnionych tolerancją ludzi, najgorszej możliwej swołoczy) nie powinno się stosować "domniemania niewinności", a raczej domniemanie winy. A najlepiej nieobalalne i niepodlegające dyskusji założenie, że jeśli ktoś został oskarżony, to znaczy, że jest winny, koniec i kropka, a jakiekolwiek próby jego obrony to świństwo i "mizoginia". I nawet jeśli oskarżycielka wprost przyzna, że wszystko zmyśliła, to i tak nie powinno to być podstawą do przyznania, że oskarzony jest niewinny, jak w przypadku sędziego Kavanaugh. Warto, żeby niewinni (o ile hetero cis scum może być niewinny) poszli siedzieć, jeśli ma to pomóc w obaleniu "patriarchii" (patriarachatu? W każdym razie, zaczerpnięte z prawdziwej wypowiedzi). Tymczasem, w przypadku Stana Lee reakcje na te oskarżenia były zdumiewająco zdroworozsądkowe i logiczne - obrońcy wskazywali m.in. na to, że opiekunki nie wniosły żadnego formalnego oskarżenia, a jedynie domagały się pieniędzy, a cała sprawa pachniała próbą wymuszenia. To potwierdza, jak cenioną osobistością był Stan Lee - skoro nawet znaczna część tumblrowców zrobiła w jego przypadku wyjątek od zasady "domniemania winy".
Ale idąc dalej - pojawiły się oskarżenia o "rasizm i homofobię" (to znaczy, nie to, żebym miał coś przeciwko homofobii, ale wiem, ze według autorów tych wypowiedzi jest ona czymś złym). Śmieszne, twórca "Czarnej Pantery" rasistą... Nie to, żeby lewacy potrzebowali jakiegoś szczególnego powodu dla wykrzykiwania swoich magicznych zaklęć pod czyimś adresem, ale spróbowałem sprawdzić, czy w tym konkretnym przypadku opierają się na jakichkolwiek, choćby najwątlejszych przesłankach. Okazało się, że problem wynikł z tego, że Stan Lee swego czasu wypowiedział się krytycznie na temat koncepcji "czarnoskórego biseksualnego Petera Parkera" i stwierdził, że nie ma sensu zmieniać istniejących postaci w celu uczynienia z nich przedstawicieli "mniejszości" - jeśli ktoś chce zapewnić "reprezentację", niech stworzy nowe (co zresztą w pewnym sensie się stało - przecież istnieje czarny Spiderman w postaci Milesa Moraleza. A że gejowskiego nie ma, to akurat dobrze - wtrącenie moje). I że wypowiedzi ówczesnego odtwórcy roli Spidermana - Andrew Garfielda - sugerujące, że fajnie, jakby MJ była facetem, są próbą zwrócenia na siebie uwagi.
https://lulz.com/woke-twitter-stan-lee-1905/
http://tearingdownthatfence.tumblr.com/post/58325003193/stan-lee-comments-on-bisexual-spider-man-again
https://www.redstate.com/brandon_morse/2018/11/13/sjws-attack-stan-lee-passing-label-horrible-things/
https://twitter.com/shipperofstuff/status/950845095607263232
Oczywiście, nie łudzę się, że Stan Lee był prawicowcem. Możliwe, że gdyby mnie spotkał, znając moje poglądy, nie podałby mi ręki (albo wyraził swój niesmak w inny sposób - cóż, takie życie katola-fantasty, trzeba być świadomym, że większość twórców rzeczy, które się lubi, nie polubiłaby ciebie). Raczej był takim typowym przedstawicielem szołbiznesu, o poglądach, powiedzmy "umiarkowanie lewackich". Ale jak widać, wielu tęczowym bojownikom to nie wystarcza. Kiedyś tolerancja oznaczała brak agresji. Potem zaczęła oznaczać brak krytyki. Obecnie, dla lewaków nie jest tolerancyjny, jeśli odmawiasz aktywnego popierania ich postulatów w jakiejkolwiek kwestii, w jakimkolwiek stopniu. Możesz powiedzieć "Hej, nie mam nic przeciwko gejom, super że są gejowskie postaci, wiwat LGBTXYZ@$#%... ale może nie każda istniejąca postać koniecznie musi być queerowa?" i bum, jesteś homofobem. W sumie, fajnie. Może taka postawa ostatecznie przyniesie więcej dobrego, niż złego. Bo w końcu umiarkowani lewacy, którzy popierają LGBT, bo nie chcą się czuć/być postrzegani jako "homofobowie" zrozumieją, że choćby nie wiem jak się starali, nigdy nie będą dość dobrzy i zawsze będą obrywać i słyszeć, że muszą czekać swój przywilej. I w końcu ich szlag trafi i nawrócą się na homofobię. Czego im życzę z duszy, z serca.
https://twitter.com/wrongpool/status/1018363365528227841
poniedziałek, 4 czerwca 2018
"Xenonauts" za darmo
Na gog.com letnia promocja - wiele ciekawych okazji, ale potrwa aż do 18 czerwca 2018 r., więc nie ma co się spieszyć i spokojnie można się zastanowić, co warto zakupić. Ale jest punkt programu, nad którym nie ma co się zastanawiać - i nie powinno - bo gra "Xenonauts" za darmo będzie dostępna tylko do 15:00, 6 czerwca. Jest to jeden z klonów "X-COM" (których jest tak wiele, że można spokojnie powiedzieć, że "symulator międzynarodowej organizacji militarnej broniącej Ziemi przed inwazją ufoków" to osobny podgatunek gier taktycznych) - po opiniach patrząc, spotkał się z dobrym przyjęciem. Jeśli im wierzyć - poszedł w nieco innym kierunku niż dużo głośniejszy reboot oryginalnej serii (który zresztą, jest wg mnie całkiem fajny) - gorsza grafika, mniej wodotrysków, ale chyba bardziej rozbudowany pod kątem mechaniki. W każdym razie - jak rozdają za darmo, czemu samemu nie sprawdzić?
Z Bogiem i niech żyje Wielka Polska Katolicka!
Z Bogiem i niech żyje Wielka Polska Katolicka!
sobota, 22 lipca 2017
Rocznica
Niniejszy blog został założony około roku temu - 18 lipca 2016 r. Nadeszła zatem pora na pobieżne podsumowanie.
Od początku istnienia, blog został wyświetlony 7.644 razy. Nie ma porównania z innymi blogami, ale domyślam się, że to kiepski wynik. Co gorsza, jak bardzo słusznie zauważył pewien anonim w komentarzu pod poprzednią notką, zapewne wynik wyświetlania nie przekłada się na wynik czytania (o czym świadczy choćby żałośnie niska liczba komentarzy).
Opublikowałem 73 posty. Zdecydowanymi faworytami, jeśli chodzi o zainteresowanie są posty: "Kilka polskich paradoksów" (249 wyświetleń, 22 komentarze)
http://adgedeon.blogspot.com/2016/12/kilka-polskich-paradoksow.html
oraz
Recenzja gry "Tyranny" (198 wyświetleń, 25 komentarzy)
http://adgedeon.blogspot.com/2017/02/recenzja-tyranny.html
Zdecydowana większość wejść to przekierowania ze strony http://blogirpg.blogspot.com/ , którą swoją drogą polecam wszystkim osobom, które prowadzą blogi erpegowe, czy nawet okołofantastyczne - naprawdę warto poprosić o dodanie do tej listy.
Kto czytał "Powitanie", ten wie, że blog niniejszy powstał na skutek zbanowania mnie na Poltergeiście przez "koordynatora społeczności", niejakiego Kamulca. Po roku stwierdzam, że moja negatywna ocena sposobu "koordynowania społeczności" przez owego osobnika (która to była bezpośrednią przyczyną mojego bana) znalazła pełne potwierdzenie. Po zbanowaniu części aktywnych użytkowników i wprowadzeniu do regulaminu bzdurnego zapisu "nie wolno komentować działań moderacji", co skutkowało dobrowolnym odejściem kilku kolejnych blogerów, nie chcących brać udziału w tej hucpie, skutek jest taki, że polterowa blogosfera niemal przestała istnieć. Obecnie jakieś 80% wpisów to notki Zegarmistrza, będące zresztą reklamą treści z jego bloga zewnętrznego. Swego czasu żartowałem, że Kamulcowi tak bardzo zależy na tym, żeby nikt nie komentował jego działań (na punkcie czego ma on obsesję), że wolałby, żeby na Polterze nie było żadnych użytkowników, niż żeby któryś z miał "komentować działania". Niestety, najwyraźniej nie potraktował tego jako przytyk, tylko jako plan działania.
Tyle o przeszłości i teraźniejszości - teraz pora skupić się na przyszłości. Mam pytanie - co należy poprawić na blogu? Kilka osób mówiło mi, że coś jest nie tak, że blog jest brzydki, że ciężko się go czyta... Ale jakoś nikt nie potrafił sprecyzować, z czym jest problem. Nie taki druk? Źle dobrane kolory? Proszę o podpowiedź.
Od początku istnienia, blog został wyświetlony 7.644 razy. Nie ma porównania z innymi blogami, ale domyślam się, że to kiepski wynik. Co gorsza, jak bardzo słusznie zauważył pewien anonim w komentarzu pod poprzednią notką, zapewne wynik wyświetlania nie przekłada się na wynik czytania (o czym świadczy choćby żałośnie niska liczba komentarzy).
Opublikowałem 73 posty. Zdecydowanymi faworytami, jeśli chodzi o zainteresowanie są posty: "Kilka polskich paradoksów" (249 wyświetleń, 22 komentarze)
http://adgedeon.blogspot.com/2016/12/kilka-polskich-paradoksow.html
oraz
Recenzja gry "Tyranny" (198 wyświetleń, 25 komentarzy)
http://adgedeon.blogspot.com/2017/02/recenzja-tyranny.html
Zdecydowana większość wejść to przekierowania ze strony http://blogirpg.blogspot.com/ , którą swoją drogą polecam wszystkim osobom, które prowadzą blogi erpegowe, czy nawet okołofantastyczne - naprawdę warto poprosić o dodanie do tej listy.
Kto czytał "Powitanie", ten wie, że blog niniejszy powstał na skutek zbanowania mnie na Poltergeiście przez "koordynatora społeczności", niejakiego Kamulca. Po roku stwierdzam, że moja negatywna ocena sposobu "koordynowania społeczności" przez owego osobnika (która to była bezpośrednią przyczyną mojego bana) znalazła pełne potwierdzenie. Po zbanowaniu części aktywnych użytkowników i wprowadzeniu do regulaminu bzdurnego zapisu "nie wolno komentować działań moderacji", co skutkowało dobrowolnym odejściem kilku kolejnych blogerów, nie chcących brać udziału w tej hucpie, skutek jest taki, że polterowa blogosfera niemal przestała istnieć. Obecnie jakieś 80% wpisów to notki Zegarmistrza, będące zresztą reklamą treści z jego bloga zewnętrznego. Swego czasu żartowałem, że Kamulcowi tak bardzo zależy na tym, żeby nikt nie komentował jego działań (na punkcie czego ma on obsesję), że wolałby, żeby na Polterze nie było żadnych użytkowników, niż żeby któryś z miał "komentować działania". Niestety, najwyraźniej nie potraktował tego jako przytyk, tylko jako plan działania.
Tyle o przeszłości i teraźniejszości - teraz pora skupić się na przyszłości. Mam pytanie - co należy poprawić na blogu? Kilka osób mówiło mi, że coś jest nie tak, że blog jest brzydki, że ciężko się go czyta... Ale jakoś nikt nie potrafił sprecyzować, z czym jest problem. Nie taki druk? Źle dobrane kolory? Proszę o podpowiedź.
wtorek, 18 lipca 2017
CD-Action rekrutuje
Nie jest to powalający news, ale co poniektórzy potencjalnie zainteresowani mogli go przeoczyć, więc wrzucam.
CD-Action szuka kandydatów na autorów i zaprasza do nadsyłania próbek swojej twórczości. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo i po co, skoro mogę po prostu zalinkować: https://www.cdaction.pl/news-50558/chcemy-zebys-dla-nas-pisala.html
Trochę się późno z tym obudziłem, ale jeszcze jest czas - konkurs został ogłoszony 11 lipca, a w obwieszczeniu co prawda nie podano terminu końcowego, ale ogólnikowo stwierdzono, że czasu jest "więcej niż tydzień". Zatem osoby, które mają już gotowe teksty, mają jeszcze szansę, by się zaprezentować (zwłaszcza, że redakcja dopuszcza też linkowanie do tekstów, które ktoś wcześniej opublikował w Internecie).
Życzę powodzenia, tym, którzy spróbują swoich sił.
CD-Action szuka kandydatów na autorów i zaprasza do nadsyłania próbek swojej twórczości. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo i po co, skoro mogę po prostu zalinkować: https://www.cdaction.pl/news-50558/chcemy-zebys-dla-nas-pisala.html
Trochę się późno z tym obudziłem, ale jeszcze jest czas - konkurs został ogłoszony 11 lipca, a w obwieszczeniu co prawda nie podano terminu końcowego, ale ogólnikowo stwierdzono, że czasu jest "więcej niż tydzień". Zatem osoby, które mają już gotowe teksty, mają jeszcze szansę, by się zaprezentować (zwłaszcza, że redakcja dopuszcza też linkowanie do tekstów, które ktoś wcześniej opublikował w Internecie).
Życzę powodzenia, tym, którzy spróbują swoich sił.
środa, 17 maja 2017
Pierwszy numer "Fantoma", trzeci numer "Komiks i My" oraz ogólnie o komiksach "ideowych"
"FANTOM"
Od jakiegoś czasu "Nowa Fantastyka" była praktycznie jedynym papierowym czasopismem poświęconym w całości literaturze fantastycznej. Od jakiegoś czasu, tj. od upadku "Science Fiction, Fantasy i Horror", które przez jakiś czas stanowiło jedyną poważną konkurencję. Smutny to stan, tym bardziej, że "Nowa Fantastyka" od jakiegoś czasu idzie w specyficznym kierunku publikując głównie mętne, artystyczne teksty w stylu sztuki nowoczesnej, jakieś strumienie świadomości itd.
Oczywiście, były próby stworzenia alternatywy, ale jakoś nie wypalały. "Fantom" jest kolejną taką próbę. Niedawno wyszedł pierwszy numer tego dwumiesięcznika (maj-czerwiec), liczący ok. 100 stron i kosztujący ok. 11 zł.
Ze "słowa od naczelnego"(Adama Podlewskiego) dowiedziałem się, że tytuł nawiązuje do gazety wydawanej niegdyś przez "Klub Tfurców". No cóż, oryginalnego "Fantoma" nigdy nie widziałem, za młody jestem, ale o Klubie słyszałem. Cóż, ostatnimi czasy przeżywamy istny wysyp reaktywacji starych tytułów. MiM, Secret Service (który magicznie przeistoczył się w Pixela), teraz to. Rednacz twierdzi, że to nie tylko jechanie na nostalgii, a użycie tytułu uzasadniają dwie rzeczy. Po pierwsze, nowa redakcje ma błogosławieństwo kilku członków Klubu, tj. Andrzeja Pilipiuka, Rafała Ziemkiewicza i Tomasza Kołodziejczaka (jak na razie aktywniejszy udział wziął ten pierwszy). Po drugie, "Fantom" ma się stać "kuźnią kadr", miejscem przyjaznym dla młodych twórców.
Tematem pierwszego numeru jest "Wsi spokojna, wsi wesoła", aczkolwiek nie powiem, żeby ta tematyka dominowała. W klimatach rustykalnych dostajemy po pierwsze opowiadanie jednego z patronów, niestrudzonego Pilipiuka, tj. "Gumofil". Jest to kolejna przygoda Jakuba Wędrowycza. Drugie opowiadanie, "Dziady" Jana Madejskiego również zahacza o kwestie wiejskie (a w zasadzie wiejsko-leśne). Nawiązanie do Mickiewicza jest oczywiste, a tekst traktuje o tym, co spotkało pewnego kłusownika i jest horrorem.No i felieton noszący tytuł "Wsi spokojna, wsi wesoła. Horror rustykalny w literaturze", w którym Maciej Sprzęgaj najpierw odwołuje się do polskich tradycji w tym względzie, to jest m.in. do poezji romantycznej i "Wesela" Wyspiańskiego, a następnie przechodzi do współczesności, dochodząc do wniosku, że motyw ten jest słabo wykorzystany i zastanawia się, dlaczego tak jest.
I to by było tyle w temacie, aczkolwiek, jak zaznaczyłem wcześniej, temat przewodni nie jest tematem dominującym w pierwszym numerze. Zatem, co dalej? Jeszcze dwa opowiadania: "Tancerka i żandarm" Andrzeja Sawickiego, dziejące się w czasach zaborów łączące balet z demonologią i "Lawliet" traktujące o aniele stróżu (zawiera wątek kryminalny i jest zbudowane w sposób dosyć "fragmentaryczny, przeskakujący pomiędzy scenami dziejącymi się na przestrzeni wielu lat).
To tyle, jeśli chodzi o "pełne teksty". Oprócz nich znajdziemy tutaj też kilkustronicowe reklamowe fragmenty kilku książek - Imperium burz" Sarah J. Maas, "Zaczarowanych" Rene Denfelda, "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział" Tomasza Marchewy, "Obok orła" Jacka Radzymińskiego, a także komiksu "Mrok. Diabelskie misterium".
Co więcej? Ano publicystyka. Zaskakująco dużo wywiadów. Pierwszy z Pilipiukiem, z którego przebijają poglądy, których można się było bez problemu dopatrzyć i w jego twórczości (niechęć do współczesności, sympatia dla przeszłości i umiłowanie solidnego rzemiosła - niekoniecznie pisarskiego), potem z innymi pisarzami fantastycznymi: Marcinem Podlewskim, Lindą Nagatą, Cezarym Zwierzchowskim, autorkami "Wielkiej księgi legend Warszawy" Anną Wilczyńską i Małgorzatą Lewandowską oraz youtuberkami: Nicholasem Lloydem i grupą Binkov's Battlegrounds. Najbardziej zaciekawił mnie wywiad z dr ekonomii Bartoszem Sternąlem, teoretykiem procesów regresu technologicznego. Jak wynika z jego treści, pan doktor jest również graczem rpg, co dodatkowo ułatwia mu czynienie ciekawych obserwacji na temat zjawiska regresu w fantastycznych światach. W wywiadzie poruszany jest temat space-oper (gdzie przecież często mamy takie motywy, jak feudalna konstrukcja gwiezdnych imperiów, walka na miecze itd) czy postapokalipsy. Doktor wyjaśnia m.in. czemu czynienie z amunicji waluty, jak to się dzieje np w uniwersum Metro, to kiepski pomysł. Szkoda, że wywiad nie jest dłuższy, a wywody doktora nieco mniej pobieżne, bo temat jest bardzo ciekawy, a widać, że ten człowiek mógłby sporo o nim opowiedzieć.
Oprócz tego pierwszy numer zawiera artykuł "Krótka historia studia Ghibli".
Redakcja ma już palny na kolejne numery. Tematem drugiego ma być "Miasto. Masa. Maszyna". Steampunk? Cyberpunk? Urban Legends? Wszystkiego po trochu? Się okaże. Natomiast w trzecim poruszana ma być kwestia teorii "turbosłowiańskich".
Jak wrażenia po pierwszym numerze? Jest przyzwoicie, ale szału nie ma. Opowiadania są porządnie napisane, ale mnie niespecjalnie ruszyły. Łamy zdominowały wywiady, które też tyłka nie urywają, ot typowa gadka "Skąd czerpiesz inspiracje, jakie są twoje dalsze plany", jedynie wspomniana rozmowa z doktorem ekonomii się tu wybija. Pod koniec rednacz zachęca ludzi do nadsyłania swoich tekstów, więc możliwe, że w drugim numerze proporcje będą trochę inne. To dobrze, że pojawiła się konkurencja dla "Nowej Fantastyki", bo konkurencja na rynku zawsze jest dobra. To dobrze, że pojawiło się kolejne miejsce, gdzie będą mogli debiutować/publikować młodzi nieznani twórcy. Problemem jest to, czy takie czasopismo utrzyma się na rynku, w sytuacji, gdy w Internetach jest pełno darmowych treści, a z wiadomych względów nie może ono liczyć na wyrobioną przez lata wierną fanbazę, która będzie kupować kolejne numery choćby z przyzwyczajenia (ja sam kupowałem NF jeszcze co najmniej kilka miesięcy po tym, gdy zorientowałem się, że z całego numeru na ogół mam ochotę doczytać do końca jakieś 30% treści).
"KOMIKS I MY"
Jakiś czas temu pisałem o pierwszym numerze nowego magazynu komiksowego "Komiks i My" ( http://adgedeon.blogspot.com/2016/07/komiks-i-my-nowe-czasopismo.html ) prezentującego katolickie podejście do komiksów. Przyznam, że powątpiewałem, czy czasopismo to przetrwa - a jednak, na razie jakoś sobie radzi. Dziś w EMPIKu natrafiłem na trzeci numer.
Kto czytał moją recenzję pierwszego numeru - albo po prostu czytał pierwszy numer - ten wie, czego się spodziewać. Znaczna część zawartości to kontynuacja serii zapoczątkowanych w jedynce. Trzeci odcinek "Stacji kontroli dusz", kolejne przypowiastki tworzone przez Grzegorza Weigta na podstawie afrykańskich opowieści siostry Dolores Zok itd. Lekkie zaskoczenie wzbudziła u mnie adaptacja wiersza "Krakowski jubileusz" "Boya" Żeleńskiego (scen. Kazio, rys. Dyzio), gdyż poeta ten kiepsko wpisuje się w profil ideowy pisma - w 20leciu międzywojennym propagował "liberalizację" prawa aborcyjnego i był skonfliktowany ze środowiskami katolickimi i konserwatywnymi, w czasie II Wojny Światowej kolaborował z bolszewikami - i nie chodzi o to, że napisał jakąś odę do Stalina, żeby się go bezpieka nie czepiała, tylko aktywnie współpracował i udzielał się w sowieckich organach (kolaboracja z socjalistami z ZSRR skończyła się, gdy dopadli go konkurencyjni socjaliści z III Rzeszy).
Najbardziej zaciekawił mnie artykuł "Biblia pauperum" autorstwa Grzegorza Weigta. Stawia on pytanie - dlaczego komiks biblijny jest tak słaby? Autor zastanawia się nad przyczynami, na chwilę pochyla się nawet nad tezą, że Biblia z założenia nie powinna być ilustrowana, zgodnie ze starotestamentowym zakazem tworzenia wizerunków (po czym sam sobie odpowiada, że nie o to chodzi, no bo to właśnie jest zakaz starotestamentowy, który chrześcijan nie wiąże) i ostatecznie nie daje odpowiedzi.
Problem jest bardzo ciekawy i dotyczy nie tylko komiksu biblijnego, ale w ogóle większości komiksów "religijno-patriotycznych", czy to opartych na żywotach świętych, czy ukazujących chwalebne lub tragiczne wydarzenia z naszej historii. Większość tego typu pozycji jest koszmarnie nudna. Ktoś mógłby powiedzieć "to dlatego, że religia i historia po prostu są nudne", ale to bzdura. Zarówno dzieje Polski, jak i Biblia są kopalnią ciekawych motywów i kto tego nie dostrzega, niezależnie od swoich poglądów, jest uprzedzony. To, że ja jestem katofanatykiem nie oznacza, że nie doceniam potencjału narracyjnego np różnych pogańskich mitologii.
Ktoś inny powie "Bo twórczość w służbie propagandy zawsze wychodzi kiepsko". No cóż, to kolejne bezmyślne zaklęcie fanatyków bezideowości, na podobnym poziomie, co "Prawda zawsze leży pośrodku", czy "Dzielisz ludzi". Jest mnóstwo udanych filmów, książek, piosenek, które mają propagować określone wartości. Z drugiej strony, twórczość komercyjna też zawiera mnóstwo chłamu, a twórczość czysto "artystyczna" (tzn sztuka nowoczesna) to już prawie sam chłam. Tyle, że chłam propagandowy jest trochę bardziej widoczny od tych dwóch innych rodzajów. Chłam artystyczny jest prawie niewidoczny, bo generalnie sztuka nowoczesna normalnych ludzi niespecjalnie interesuje. Chłam komercyjny ma większe szanse, żeby przepaść, bo weryfikuje go czysty wolny rynek - jak coś się słabo sprzedaje, to się tego nie produkuje, proste. Natomiast twórczość propagandowa, nawet jeśli kiepska, z reguły otrzymuje wsparcie (także finansowe) bardziej lub mniej wpływowej grupy, której zależy na propagowaniu zawartych w jej idei i ma swój "betonowy elektorat" - ludzi, którzy ją kupią, choćby była nie wiem jak gówniana, tylko dlatego, że "zapewnia odpowiednią reprezentację osób LGBT", albo wręcz przeciwnie.
Wyżej wspomniałem, że jest mnóstwo udanych książek czy filmów propagujących treści religijne czy patriotyczne. Dlaczego zatem na polu komiksowym ciężko coś takiego znaleźć?
Wiadomo, czy się różni tekst popularnonaukowy od powieści historycznej. Każdy z nich spełnia określoną rolę, każdy ma inną formę. A teraz sobie wyobraźmy, że ktoś próbuje przerobić to pierwsze, na to drugie. Znaczna część treści jest zachowana w niezmienionej formie, jako wypowiedzi narratora, podobna część jest włożona w usta bohaterów jako dialogi, część treści wylatuje, bo nie ma dla niej miejsca, są za to dodane zdawkowe opisy jako "didaskalia". W tej formie opis bitwy pod Grunwaldem wyglądałby mniej więcej tak:
"15 lipca 1410 r. doszło do bitwy pomiędzy siłami krzyżackimi, a polsko litewskimi.
W trakcie bitwy książę Witold krzyknął:
- Litewscy rycerze, jesteśmy lżejsi i szybsi od ciężkich rycerzy krzyżackich, wykonamy pozorowany odwrót, który na jakiś czas odciągnie część wrogich sił z pola bitwy!
Manewr Witolda pomógł wojskom polsko-litewskim odnieść zwycięstwo. Po bitwie król Władysław Jagiełło powiedział do Witolda:
- Ta bitwa miała duże znaczenie i jest jedną z przełomowych bitew w dziejach świata, doprowadziła do złamania potęgi Zakonu Krzyżackiego, który już nigdy nie będzie tak silny, jak wcześniej, a także do zacieśnienia więzi pomiędzy Polską, a Litwą".
(Oczywiście, to jest tylko przykład, nie chodzi mi o to, czy tezy tu wskazane są zgodne z prawdą, tylko pokazanie sposobu prezentacji).
Przyjemnie się to czyta? Czy to jest połączenie "nauki i zabawy"? Gdzie tu "zabawa"? A nauka? Czy nie lżej by się czytało zwyczajny, normalnie napisany tekst popularnonaukowy, bez pajacowania i udawania, że to powieść?
No właśnie problem w tym, że w ten sposób jest tworzona zdecydowana większość komiksów religijnych i historycznych. Obowiązkowe ramki z rozwlekłą, suchą narracją podającą fakty historyczne, obok rysunek, na którym postaci w dymkach wygłaszają dalszy ciąg wykładu. To nie łączenie nauki i zabawy. Rozrywki nie ma w tym za grosz, nauka też jest ograniczona, bo tekst musi być na tyle zwięzły, żeby zmieścić się w ramkach i dymkach. Jeśli tak to ma wyglądać, to lepiej byłoby stworzyć zwykły tekst, napisany przystępnym językiem, a rysunki walnąć obok, jako zwyczajne ilustracje (oczywiście, w tej sytuacji rysunków byłoby o wiele mniej i byłaby to niewielka strata, bo obrazki z gadającymi głowami, które wypełniają większość kadrów tego typu komiksów, można bez żalu wyrzucić).
Ale nie musi tak być. Można po prostu wziąć jakiś zwykły komiks komercyjny komiks Marvela, DC, Thorgala, Asterixa, Gwiezdne Wojny, cokolwiek, popatrzeć, jak się prowadzi narrację w komiksie, uświadomić sobie, że postacie mogą normalnie rozmawiać, zamiast wygłaszać wykłady, że o zgrozo, czasem o czymś w ogóle mogą nie mówić, bo w komiksie pewne rzeczy lepiej pokazać, niż omówić, a przerzucanie większość opowieści do ścian tekstu "narratora", to już w ogóle siara. A potem stworzyć taki sam komiks, tylko opowiadający inną historię.
Żeby nie było, że tak jeżdżę po komiksiarzach - wspomniałem o tym, że możliwe, że problemem jest postawa zleceniodawców. Że to oni nie rozumieją medium komiksowego i gdyby jakiś minister kultury i dziedzictwa narodowego czy prezes centrum dziedzictwa Jana Pawła II dostałby do ręki normalny fajny komiks na zadany temat, to by go rzucił na podłogę mówiąc "Co to za gówno mi pan przynosisz, to ma być poważny komiks dydaktyczny, żeby się dzieci czegoś nauczyły, a pan mi dajesz jakieś historyjki obrazkowe z heheszkami i przemocą. Myślałem, że w komiksie da się przekazać jakieś pozytywne wartości i wiedzę, ale widzę, że to medium nie jest w stanie się wznieść ponad durne historyjki o Batmanie". W takim wypadku, to oni powinni zmienić swoje nastawienie.
Od jakiegoś czasu "Nowa Fantastyka" była praktycznie jedynym papierowym czasopismem poświęconym w całości literaturze fantastycznej. Od jakiegoś czasu, tj. od upadku "Science Fiction, Fantasy i Horror", które przez jakiś czas stanowiło jedyną poważną konkurencję. Smutny to stan, tym bardziej, że "Nowa Fantastyka" od jakiegoś czasu idzie w specyficznym kierunku publikując głównie mętne, artystyczne teksty w stylu sztuki nowoczesnej, jakieś strumienie świadomości itd.
Oczywiście, były próby stworzenia alternatywy, ale jakoś nie wypalały. "Fantom" jest kolejną taką próbę. Niedawno wyszedł pierwszy numer tego dwumiesięcznika (maj-czerwiec), liczący ok. 100 stron i kosztujący ok. 11 zł.
Ze "słowa od naczelnego"(Adama Podlewskiego) dowiedziałem się, że tytuł nawiązuje do gazety wydawanej niegdyś przez "Klub Tfurców". No cóż, oryginalnego "Fantoma" nigdy nie widziałem, za młody jestem, ale o Klubie słyszałem. Cóż, ostatnimi czasy przeżywamy istny wysyp reaktywacji starych tytułów. MiM, Secret Service (który magicznie przeistoczył się w Pixela), teraz to. Rednacz twierdzi, że to nie tylko jechanie na nostalgii, a użycie tytułu uzasadniają dwie rzeczy. Po pierwsze, nowa redakcje ma błogosławieństwo kilku członków Klubu, tj. Andrzeja Pilipiuka, Rafała Ziemkiewicza i Tomasza Kołodziejczaka (jak na razie aktywniejszy udział wziął ten pierwszy). Po drugie, "Fantom" ma się stać "kuźnią kadr", miejscem przyjaznym dla młodych twórców.
Tematem pierwszego numeru jest "Wsi spokojna, wsi wesoła", aczkolwiek nie powiem, żeby ta tematyka dominowała. W klimatach rustykalnych dostajemy po pierwsze opowiadanie jednego z patronów, niestrudzonego Pilipiuka, tj. "Gumofil". Jest to kolejna przygoda Jakuba Wędrowycza. Drugie opowiadanie, "Dziady" Jana Madejskiego również zahacza o kwestie wiejskie (a w zasadzie wiejsko-leśne). Nawiązanie do Mickiewicza jest oczywiste, a tekst traktuje o tym, co spotkało pewnego kłusownika i jest horrorem.No i felieton noszący tytuł "Wsi spokojna, wsi wesoła. Horror rustykalny w literaturze", w którym Maciej Sprzęgaj najpierw odwołuje się do polskich tradycji w tym względzie, to jest m.in. do poezji romantycznej i "Wesela" Wyspiańskiego, a następnie przechodzi do współczesności, dochodząc do wniosku, że motyw ten jest słabo wykorzystany i zastanawia się, dlaczego tak jest.
I to by było tyle w temacie, aczkolwiek, jak zaznaczyłem wcześniej, temat przewodni nie jest tematem dominującym w pierwszym numerze. Zatem, co dalej? Jeszcze dwa opowiadania: "Tancerka i żandarm" Andrzeja Sawickiego, dziejące się w czasach zaborów łączące balet z demonologią i "Lawliet" traktujące o aniele stróżu (zawiera wątek kryminalny i jest zbudowane w sposób dosyć "fragmentaryczny, przeskakujący pomiędzy scenami dziejącymi się na przestrzeni wielu lat).
To tyle, jeśli chodzi o "pełne teksty". Oprócz nich znajdziemy tutaj też kilkustronicowe reklamowe fragmenty kilku książek - Imperium burz" Sarah J. Maas, "Zaczarowanych" Rene Denfelda, "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział" Tomasza Marchewy, "Obok orła" Jacka Radzymińskiego, a także komiksu "Mrok. Diabelskie misterium".
Co więcej? Ano publicystyka. Zaskakująco dużo wywiadów. Pierwszy z Pilipiukiem, z którego przebijają poglądy, których można się było bez problemu dopatrzyć i w jego twórczości (niechęć do współczesności, sympatia dla przeszłości i umiłowanie solidnego rzemiosła - niekoniecznie pisarskiego), potem z innymi pisarzami fantastycznymi: Marcinem Podlewskim, Lindą Nagatą, Cezarym Zwierzchowskim, autorkami "Wielkiej księgi legend Warszawy" Anną Wilczyńską i Małgorzatą Lewandowską oraz youtuberkami: Nicholasem Lloydem i grupą Binkov's Battlegrounds. Najbardziej zaciekawił mnie wywiad z dr ekonomii Bartoszem Sternąlem, teoretykiem procesów regresu technologicznego. Jak wynika z jego treści, pan doktor jest również graczem rpg, co dodatkowo ułatwia mu czynienie ciekawych obserwacji na temat zjawiska regresu w fantastycznych światach. W wywiadzie poruszany jest temat space-oper (gdzie przecież często mamy takie motywy, jak feudalna konstrukcja gwiezdnych imperiów, walka na miecze itd) czy postapokalipsy. Doktor wyjaśnia m.in. czemu czynienie z amunicji waluty, jak to się dzieje np w uniwersum Metro, to kiepski pomysł. Szkoda, że wywiad nie jest dłuższy, a wywody doktora nieco mniej pobieżne, bo temat jest bardzo ciekawy, a widać, że ten człowiek mógłby sporo o nim opowiedzieć.
Oprócz tego pierwszy numer zawiera artykuł "Krótka historia studia Ghibli".
Redakcja ma już palny na kolejne numery. Tematem drugiego ma być "Miasto. Masa. Maszyna". Steampunk? Cyberpunk? Urban Legends? Wszystkiego po trochu? Się okaże. Natomiast w trzecim poruszana ma być kwestia teorii "turbosłowiańskich".
Jak wrażenia po pierwszym numerze? Jest przyzwoicie, ale szału nie ma. Opowiadania są porządnie napisane, ale mnie niespecjalnie ruszyły. Łamy zdominowały wywiady, które też tyłka nie urywają, ot typowa gadka "Skąd czerpiesz inspiracje, jakie są twoje dalsze plany", jedynie wspomniana rozmowa z doktorem ekonomii się tu wybija. Pod koniec rednacz zachęca ludzi do nadsyłania swoich tekstów, więc możliwe, że w drugim numerze proporcje będą trochę inne. To dobrze, że pojawiła się konkurencja dla "Nowej Fantastyki", bo konkurencja na rynku zawsze jest dobra. To dobrze, że pojawiło się kolejne miejsce, gdzie będą mogli debiutować/publikować młodzi nieznani twórcy. Problemem jest to, czy takie czasopismo utrzyma się na rynku, w sytuacji, gdy w Internetach jest pełno darmowych treści, a z wiadomych względów nie może ono liczyć na wyrobioną przez lata wierną fanbazę, która będzie kupować kolejne numery choćby z przyzwyczajenia (ja sam kupowałem NF jeszcze co najmniej kilka miesięcy po tym, gdy zorientowałem się, że z całego numeru na ogół mam ochotę doczytać do końca jakieś 30% treści).
"KOMIKS I MY"
Jakiś czas temu pisałem o pierwszym numerze nowego magazynu komiksowego "Komiks i My" ( http://adgedeon.blogspot.com/2016/07/komiks-i-my-nowe-czasopismo.html ) prezentującego katolickie podejście do komiksów. Przyznam, że powątpiewałem, czy czasopismo to przetrwa - a jednak, na razie jakoś sobie radzi. Dziś w EMPIKu natrafiłem na trzeci numer.
Kto czytał moją recenzję pierwszego numeru - albo po prostu czytał pierwszy numer - ten wie, czego się spodziewać. Znaczna część zawartości to kontynuacja serii zapoczątkowanych w jedynce. Trzeci odcinek "Stacji kontroli dusz", kolejne przypowiastki tworzone przez Grzegorza Weigta na podstawie afrykańskich opowieści siostry Dolores Zok itd. Lekkie zaskoczenie wzbudziła u mnie adaptacja wiersza "Krakowski jubileusz" "Boya" Żeleńskiego (scen. Kazio, rys. Dyzio), gdyż poeta ten kiepsko wpisuje się w profil ideowy pisma - w 20leciu międzywojennym propagował "liberalizację" prawa aborcyjnego i był skonfliktowany ze środowiskami katolickimi i konserwatywnymi, w czasie II Wojny Światowej kolaborował z bolszewikami - i nie chodzi o to, że napisał jakąś odę do Stalina, żeby się go bezpieka nie czepiała, tylko aktywnie współpracował i udzielał się w sowieckich organach (kolaboracja z socjalistami z ZSRR skończyła się, gdy dopadli go konkurencyjni socjaliści z III Rzeszy).
Najbardziej zaciekawił mnie artykuł "Biblia pauperum" autorstwa Grzegorza Weigta. Stawia on pytanie - dlaczego komiks biblijny jest tak słaby? Autor zastanawia się nad przyczynami, na chwilę pochyla się nawet nad tezą, że Biblia z założenia nie powinna być ilustrowana, zgodnie ze starotestamentowym zakazem tworzenia wizerunków (po czym sam sobie odpowiada, że nie o to chodzi, no bo to właśnie jest zakaz starotestamentowy, który chrześcijan nie wiąże) i ostatecznie nie daje odpowiedzi.
Problem jest bardzo ciekawy i dotyczy nie tylko komiksu biblijnego, ale w ogóle większości komiksów "religijno-patriotycznych", czy to opartych na żywotach świętych, czy ukazujących chwalebne lub tragiczne wydarzenia z naszej historii. Większość tego typu pozycji jest koszmarnie nudna. Ktoś mógłby powiedzieć "to dlatego, że religia i historia po prostu są nudne", ale to bzdura. Zarówno dzieje Polski, jak i Biblia są kopalnią ciekawych motywów i kto tego nie dostrzega, niezależnie od swoich poglądów, jest uprzedzony. To, że ja jestem katofanatykiem nie oznacza, że nie doceniam potencjału narracyjnego np różnych pogańskich mitologii.
Ktoś inny powie "Bo twórczość w służbie propagandy zawsze wychodzi kiepsko". No cóż, to kolejne bezmyślne zaklęcie fanatyków bezideowości, na podobnym poziomie, co "Prawda zawsze leży pośrodku", czy "Dzielisz ludzi". Jest mnóstwo udanych filmów, książek, piosenek, które mają propagować określone wartości. Z drugiej strony, twórczość komercyjna też zawiera mnóstwo chłamu, a twórczość czysto "artystyczna" (tzn sztuka nowoczesna) to już prawie sam chłam. Tyle, że chłam propagandowy jest trochę bardziej widoczny od tych dwóch innych rodzajów. Chłam artystyczny jest prawie niewidoczny, bo generalnie sztuka nowoczesna normalnych ludzi niespecjalnie interesuje. Chłam komercyjny ma większe szanse, żeby przepaść, bo weryfikuje go czysty wolny rynek - jak coś się słabo sprzedaje, to się tego nie produkuje, proste. Natomiast twórczość propagandowa, nawet jeśli kiepska, z reguły otrzymuje wsparcie (także finansowe) bardziej lub mniej wpływowej grupy, której zależy na propagowaniu zawartych w jej idei i ma swój "betonowy elektorat" - ludzi, którzy ją kupią, choćby była nie wiem jak gówniana, tylko dlatego, że "zapewnia odpowiednią reprezentację osób LGBT", albo wręcz przeciwnie.
Wyżej wspomniałem, że jest mnóstwo udanych książek czy filmów propagujących treści religijne czy patriotyczne. Dlaczego zatem na polu komiksowym ciężko coś takiego znaleźć?
Wiadomo, czy się różni tekst popularnonaukowy od powieści historycznej. Każdy z nich spełnia określoną rolę, każdy ma inną formę. A teraz sobie wyobraźmy, że ktoś próbuje przerobić to pierwsze, na to drugie. Znaczna część treści jest zachowana w niezmienionej formie, jako wypowiedzi narratora, podobna część jest włożona w usta bohaterów jako dialogi, część treści wylatuje, bo nie ma dla niej miejsca, są za to dodane zdawkowe opisy jako "didaskalia". W tej formie opis bitwy pod Grunwaldem wyglądałby mniej więcej tak:
"15 lipca 1410 r. doszło do bitwy pomiędzy siłami krzyżackimi, a polsko litewskimi.
W trakcie bitwy książę Witold krzyknął:
- Litewscy rycerze, jesteśmy lżejsi i szybsi od ciężkich rycerzy krzyżackich, wykonamy pozorowany odwrót, który na jakiś czas odciągnie część wrogich sił z pola bitwy!
Manewr Witolda pomógł wojskom polsko-litewskim odnieść zwycięstwo. Po bitwie król Władysław Jagiełło powiedział do Witolda:
- Ta bitwa miała duże znaczenie i jest jedną z przełomowych bitew w dziejach świata, doprowadziła do złamania potęgi Zakonu Krzyżackiego, który już nigdy nie będzie tak silny, jak wcześniej, a także do zacieśnienia więzi pomiędzy Polską, a Litwą".
(Oczywiście, to jest tylko przykład, nie chodzi mi o to, czy tezy tu wskazane są zgodne z prawdą, tylko pokazanie sposobu prezentacji).
Przyjemnie się to czyta? Czy to jest połączenie "nauki i zabawy"? Gdzie tu "zabawa"? A nauka? Czy nie lżej by się czytało zwyczajny, normalnie napisany tekst popularnonaukowy, bez pajacowania i udawania, że to powieść?
No właśnie problem w tym, że w ten sposób jest tworzona zdecydowana większość komiksów religijnych i historycznych. Obowiązkowe ramki z rozwlekłą, suchą narracją podającą fakty historyczne, obok rysunek, na którym postaci w dymkach wygłaszają dalszy ciąg wykładu. To nie łączenie nauki i zabawy. Rozrywki nie ma w tym za grosz, nauka też jest ograniczona, bo tekst musi być na tyle zwięzły, żeby zmieścić się w ramkach i dymkach. Jeśli tak to ma wyglądać, to lepiej byłoby stworzyć zwykły tekst, napisany przystępnym językiem, a rysunki walnąć obok, jako zwyczajne ilustracje (oczywiście, w tej sytuacji rysunków byłoby o wiele mniej i byłaby to niewielka strata, bo obrazki z gadającymi głowami, które wypełniają większość kadrów tego typu komiksów, można bez żalu wyrzucić).
Ale nie musi tak być. Można po prostu wziąć jakiś zwykły komiks komercyjny komiks Marvela, DC, Thorgala, Asterixa, Gwiezdne Wojny, cokolwiek, popatrzeć, jak się prowadzi narrację w komiksie, uświadomić sobie, że postacie mogą normalnie rozmawiać, zamiast wygłaszać wykłady, że o zgrozo, czasem o czymś w ogóle mogą nie mówić, bo w komiksie pewne rzeczy lepiej pokazać, niż omówić, a przerzucanie większość opowieści do ścian tekstu "narratora", to już w ogóle siara. A potem stworzyć taki sam komiks, tylko opowiadający inną historię.
Żeby nie było, że tak jeżdżę po komiksiarzach - wspomniałem o tym, że możliwe, że problemem jest postawa zleceniodawców. Że to oni nie rozumieją medium komiksowego i gdyby jakiś minister kultury i dziedzictwa narodowego czy prezes centrum dziedzictwa Jana Pawła II dostałby do ręki normalny fajny komiks na zadany temat, to by go rzucił na podłogę mówiąc "Co to za gówno mi pan przynosisz, to ma być poważny komiks dydaktyczny, żeby się dzieci czegoś nauczyły, a pan mi dajesz jakieś historyjki obrazkowe z heheszkami i przemocą. Myślałem, że w komiksie da się przekazać jakieś pozytywne wartości i wiedzę, ale widzę, że to medium nie jest w stanie się wznieść ponad durne historyjki o Batmanie". W takim wypadku, to oni powinni zmienić swoje nastawienie.
środa, 18 stycznia 2017
Spotkanie erpegowe w Centrum Popkultury przy ul. Hożej 19 w Warszawie
Dnia 31 stycznia 2017 r. o godzinie 16:00 w Centrum Popkultury przy ul. Hożej 19 w Warszawie odbędzie się spotkanie o tematyce erpegowej organizowane wspólnie z ludźmi z Kuźni Wyobraźni.
Tak piszą o nim organizatorzy:
"Na spotkaniu dowiesz się:
- Na czym polegają gry fabularne
- Gry fabularne to nie tylko fantastyka - poznaj inne konwencje
- Jak stworzyć własną postać do gry
- Co kryje się za skrótem RPG
- Na czym polega improwizacja w grach fabularnych
- Gdzie i kiedy możesz umówić się na granie".
Niewątpliwie ciekawe wydarzenie. Na dwóch poprzednich spotkaniach (o Marvelu i Star Wars) odbywających się w Centrum Popkultury, które "zaliczyłem" było fajnie (o czym zresztą pisałem). Niestety, prawdopodobnie nie będę na tej akurat "imprezie", ale myślę, że może ona zainteresować osoby z Warszawy i okolic.
PS. Co prawda zauważyłem, że niedawno Centrum Popkultury bierze udział w organizacji niesłusznego wydarzenia o nazwie "Walentynki z Yuri on Ice" (co ciekawe, Yuri w znaczeniu jednego z gatunków mangi/anime eksponującego niezgodne z prawem Bożym związki lesbijskie.... Ale to akurat tej sytuacji nie dotyczy, gdyż "Yuri" jest użyte w znaczeniu imienia jednej z postaci... który jest gejem, a jego homoseksualne relacje są jednym z wątków - więc ostatecznie, na jedno wychodzi.).Warto mieć tego świadomość, ale należy też pamiętać, że izolując się od członków fandomu omotanych lewicowymi herezjami, nigdy ich nie nawrócimy.
Tak piszą o nim organizatorzy:
"Na spotkaniu dowiesz się:
- Na czym polegają gry fabularne
- Gry fabularne to nie tylko fantastyka - poznaj inne konwencje
- Jak stworzyć własną postać do gry
- Co kryje się za skrótem RPG
- Na czym polega improwizacja w grach fabularnych
- Gdzie i kiedy możesz umówić się na granie".
Niewątpliwie ciekawe wydarzenie. Na dwóch poprzednich spotkaniach (o Marvelu i Star Wars) odbywających się w Centrum Popkultury, które "zaliczyłem" było fajnie (o czym zresztą pisałem). Niestety, prawdopodobnie nie będę na tej akurat "imprezie", ale myślę, że może ona zainteresować osoby z Warszawy i okolic.
PS. Co prawda zauważyłem, że niedawno Centrum Popkultury bierze udział w organizacji niesłusznego wydarzenia o nazwie "Walentynki z Yuri on Ice" (co ciekawe, Yuri w znaczeniu jednego z gatunków mangi/anime eksponującego niezgodne z prawem Bożym związki lesbijskie.... Ale to akurat tej sytuacji nie dotyczy, gdyż "Yuri" jest użyte w znaczeniu imienia jednej z postaci... który jest gejem, a jego homoseksualne relacje są jednym z wątków - więc ostatecznie, na jedno wychodzi.).Warto mieć tego świadomość, ale należy też pamiętać, że izolując się od członków fandomu omotanych lewicowymi herezjami, nigdy ich nie nawrócimy.
niedziela, 18 grudnia 2016
Kilka polskich paradoksów
Trochę ciekawych paradoksów.
1. Na mównicę wchodzi poseł, zaczyna rzucać jakimiś żarcikami. Marszałek mówi mu, że przeszkadza w obradach i próbuje zdyscyplinować. Poseł luzacko-złośliwym tonem odpowiada "Panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje", co jego koledzy partyjni kwitują wybuchem śmiechu. Marszałek wyłącza mu mikrofon i wyłącza z obrad. Wyobraźmy sobie sytuację, że np. w sądzie rejonowym podczas rozprawy adwokat rzuca tekstami "Panie sędzia, spokojnie, po co ta powaga". Wyleciałby z sali, dostałby karę pieniężną i wniosek o ukaranie dyscyplinarne. No ale z marszałka można sobie robić smichy-chichy, bo marszałek jest z PiS, czyli nie jest człowiekiem, jest jakąś humanoidalną kreaturą, której można nasrać na głowę, a jeśli będzie z tego powodu czyniał jakieś wyrzuty, to wstyd, hańba i terror.
2. Posłowie opozycji blokują mównicę, uniemożliwiając prowadzenie obrad Sejmu. Mają ze sobą ładne wydrukowane transparenty, co potwierdza, że ich protest był spontaniczną reakcją na odebranie głosu ich koledze. Wobec faktu, że opozycjoniści fizycznie uniemożliwiają działanie konstytucyjnego organu państwa w przeznaczonej do tego sali, posłowie partii rządzącej opuszczają przedmiotową salę na zasadzie "jak chcecie pajacować, to pajacujcie, ale bez nas". Postępowe i światłe autorytety traktują to jako próbę zamachu stanu... ze strony partii rządzącej. Mam wrażenie, że dla owych autorytetów każde zachowanie pisiaków nosi znamiona zamachu stanu, pisiaki powinny uchwalić ustawę, w której pozbawiają siebie samych wszelkich prawa publicznych, a potem popełnić zbiorowe samobójstwo, to, że tego nie robią, to faszyzm. Normalnie, zachowują się, jakby fakt wygrania wyborów dawał im jakieś uprawnienia, bezczelni.
3. Przed Pałacem Prezydenckim co miesiąc odbywa się miesięcznica. Czy to mądrze, czy głupio, kwestia ocenna, ale prawo do wolności zgromadzeń oznacza, że ludzie mają prawo organizować manifestacje, którzy inni uważają za niepotrzebne, o ile nikomu nie szkodzą. Pewnej grupie to strasznie nie pasuje. Blokuje miejsce przez Pałacem, nie pozwalają "ludowi smoleńskiemu" przejść. Pojawia się Policja, rozdziela obie grupy, żeby obie manifestacje mogły się odbyć. Antymiesięcznicy szarpią się z Policją i koniecznie chcą się przebić do smoleńszczyków, żeby nie dać im odprawić miesięcznicy. Nie chodzi im to, żeby oni mogli zamanifestować swoje zdanie i uczucia, chodzi o to, żeby "tamci" nie mogli. Ostatecznie antysmoleniaki stwierdzają, że doszło do złamania ich wolności zgromadzeń... bo nie pozwolono im zablokować cudzego zgromadzenia. Kodowa logika mocno.
4. Za każdym razem, gdy śp Lech Kaczyński używał prawa weta, podnosił się krzyk. Że niby prezydent ma takie prawo, ale nie powinien z niego korzystać, bo tak. Bo to paraliżuje prace parlamentu, a zresztą, wyborcy zadecydowali, że wybierają takich posłów, więc prezydent powinien uszanować, co większość parlamentarna uchwali. Był nawet tuskowy projekt, żeby wykreślić z konstytucji prawo weta. Kiedy Andrzej Duda został prezydentem, co chwili podnosi się krzyk "Czemu nie wetuje? Czemu nie wetuje?". Widać jest zmanipulowaną marionetką prezesa. Bo przecież to NIEMOŻLIWE ŻEBY ŚWIADOMIE I DOBROWOLNIE zgadzał się z tym, co uchwali pisowska większość sejmowa. Nie ma opcji. Nie dotyczy to tylko prezydenta. Kodziarze nie są w stanie do siebie dopuścić myśli, że ktoś może świadomie i dobrowolnie mieć inne zdanie. Swego czasu ich guru, ten od alimentów, ogłosił, że istnieje coś takiego jak "Homo pis" (oczywiście, ten epitet to nie jest żadne "dzielenie ludzi"), którego charakteryzuje to, że jest bierny, bezmyślny, głosuje na PiS. No bo gdyby pomyślał, choć chwilę, to natychmiast stałby się zażartym antypisowcem. Ilekroć w dyskusji staję po stronie PiS, zaraz pojawia się ktoś, kto mówi "Oho, jesteś pisowskim trollem, ile Ci płacą? 5 groszy za komentarz?" albo "No tak, ciemny motłoch dostał 500 plus, więc głosuje za PiS". Nie, nie głosowałem na PiS, bo 500 plus. Nie mam dzieci, nie jestem w żaden sposób beneficjentem tego programu. Głosowałem na PiS właśnie dlatego, że wnerwia mnie postawa tych światłych, postępowych, niedzielącychludzi antypisowców. Bo jakkolwiek w PiS-ie jest sporo głupoty, chamstwa i obłudy, to jego oponencie biją PiS na głowę. Podniecają się w nieskończoność tekstem o gorszym sorcie, a sami wylewają z siebie tyle pogardy, że hej. A najgorsze jest właśnie to, że nie potrafią traktować wyborców PiS jako oponentów - nie potrafią powiedzieć "To jest Twoje zdanie, ale ono jest głupie i szkodliwe, chciałbym żebyś je zmienił, a jeśli go nie zmienisz, to będę się starał, żeby moje zdanie przeważyło", tylko "Ty wcale nie masz takiego zdania! Jesteś zmanipulowany i ogłupiony! NIE MASZ PRAWA MÓWIĆ, ŻE MASZ TAKIE ZDANIE! W ogóle nie będziemy podejmować z Tobą dyskusji, to poniżej naszej godności. Przecież i tak nie masz żadnych argumentów, bo gdybyś miał, to mogłoby znaczyć, że my nie mamy 100% racji, a to przecież niemożliwe. Fuj, jakiś pisowcie śmie nam zadawać pytania. Dawaj wuwuzelę, zagłuszymy chama". I jeszcze te teksty "Wszyscy Polacy mają dosyć rządów PiS! Kaczyński, odwal się od narodu polskiego!". W sumie logiczne. Tym sposobem kodziarze unikają śmiertelnego grzechu "dzielenia Polaków na lepszych i gorszych". Nie ma lepszych i gorszych Polaków, bo ci, którzy głosują na PiS, to nie gorsi Polacy, tylko wcaleniepolacy!
Mam wrażenie, że nasza konstytucja potrzebuje kilku poprawek, żeby stać się prawdziwie światła i postępowa, jak np.
a) Jeśli na karcie do głosowania brak jest zaznaczonej partii, albo wyborca zaznaczył kilka partii, albo zaznaczył PiS, głos uznaje się za nieważny.
b) Sejm podejmuje ustawy co do zasady zwykłą większością głosów, w określonych przypadkach większością bezwzględną lub kwalifikowaną. Przy liczeniu nie uwzględnia się głosów oddanych przez posłów PiS.
c) Jeśli członek PiS obejmie jakiś urząd państwowy, wszelkie uprawnienia związane z tym urzędem ulegają zawieszeniu do czasu zakończenia kadencji.
d) Jeśli jakiś organ podejmie w dowolnej kwestii decyzję zbieżną z poglądami Jarosława Kaczyńskiego, decyzja jest nieważna.
5. Za poprzednich rządów PiS, jak i za obecnych, mamy to samo. Bez przerwy dziennikarze, artyści, celebryci wylewają hektolitry jadu na PiS. Co samo w sobie nie jest dla mnie problemem, bo jestem za wolnością słowa. Problemem jest to, że owi wylewacza jadu pozują na męczenników. "PiS to gówno, PiS to gówno, PiS to gówno. O jaki ja jestem odważny, przecież żyjemy w kraju totalitarnym, co prawda jeszcze nie zdarzył się przypadek, żeby kaczystowscy siepacze kogoś zgarnęli za krytykę PiS, no ale NA PEWNO jutro kogoś zgarną. Spotykają mnie takie straszne represje, za to, że mówię, że PiS to gówno. Pewnie ABW już po mnie jedzie, za parę minut mnie odstrzelą. To dziś na tyle, jutro znowu się spotkamy, żeby jak kulturalni i otwarci ludzie podyskutować o tym, dlaczego PiS to gówno".
6. Od dawna się mówi, że awantury na Marszach Niepodległości były wynikiem prowokacji inspirowanych przez niechętny rząd. Są nagrania, z których wynika, że peowski minister kazał podpalić budkę przed rosyjską ambasadą, żeby zwalić to na narodowców. Zmienia się władza, na nieco bardziej przychylną narodowcom... I nagle okazuje się, że Marsz Niepodległości może przejść bez żadnych incydentów, jest spokojnie, wesoło. Światły i postępowy dziennikarz maluje się na czarno i udaje Murzyna. Idzie na marsz. Nie spotyka go nic złego, w pewnej chwili ktoś go zaczepia, ale, jak sam przyznaje, pozostali "marszownicy" stają w jego obronie. Co więcej, okazuje się, że w Marszu uczestniczy prawdziwy Murzyn, działacza pro-life, któremu bardzo się podoba ta impreza. Czy to daje cokolwiek dziennikarzowi do myślenia? Nie. Stwierdza, że "oni się jakoś tak na mnie dziwnie patrzyli". Więc jednak, faszyzm. Nie muszą bić, nie muszą wyzywać, nie muszą niczego robić, sam fakt, że ośmielają się istnieć i mieć inne poglądy, jest strasznym świństwem.
Jednocześnie co chwila słyszymy o kolejnych zbrodniach dokonywanych przez islamskich uchodźców. Tu ktoś rozjechał kilkadziesiąt ludzi, tu ktoś zarąbał maczetą ciężarną kobietę, tu ktoś zastrzelił antyislamskiego dziennikarza. Nie słyszy się, żeby "skrajna prawica" dokonywała takich aktów... Ale nie szkodzi! Oficjalna wersja jest taka, że islamscy uchodźcy są cacy, nie wolno poddawać się panice, zresztą to odciąga naszą uwagę od prawdziwego zagrożenia, jakim jest NACJONALIZM! To, że islamiści mordują jeszcze nie znaczy, że są mordercami. To, że nacjonaliści nie mordują, jeszcze nie znaczy, że nie są mordercami.
Żeby nie było - jak wskazałem wyżej, wiem, że PiS ma swoje za uszami. Ale chamstwem, pogardą i głupotą nie dorasta do pięt PO, Nowoczesnej czy KOD-owi. Jeśli krytykujesz PiS i głosujesz na Kukiza, Korwina, Ruch Narodowy itd - szanuję to. Jeśli popierasz kodziarzy, "Bo obronią nas przed pisem!!!", to zachowujesz się, jak ktoś, komu nie podoba się, że w restauracji podano mu przypalonego kotleta, więc żąda, żeby wymieniono go na krowi placek.
1. Na mównicę wchodzi poseł, zaczyna rzucać jakimiś żarcikami. Marszałek mówi mu, że przeszkadza w obradach i próbuje zdyscyplinować. Poseł luzacko-złośliwym tonem odpowiada "Panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje", co jego koledzy partyjni kwitują wybuchem śmiechu. Marszałek wyłącza mu mikrofon i wyłącza z obrad. Wyobraźmy sobie sytuację, że np. w sądzie rejonowym podczas rozprawy adwokat rzuca tekstami "Panie sędzia, spokojnie, po co ta powaga". Wyleciałby z sali, dostałby karę pieniężną i wniosek o ukaranie dyscyplinarne. No ale z marszałka można sobie robić smichy-chichy, bo marszałek jest z PiS, czyli nie jest człowiekiem, jest jakąś humanoidalną kreaturą, której można nasrać na głowę, a jeśli będzie z tego powodu czyniał jakieś wyrzuty, to wstyd, hańba i terror.
2. Posłowie opozycji blokują mównicę, uniemożliwiając prowadzenie obrad Sejmu. Mają ze sobą ładne wydrukowane transparenty, co potwierdza, że ich protest był spontaniczną reakcją na odebranie głosu ich koledze. Wobec faktu, że opozycjoniści fizycznie uniemożliwiają działanie konstytucyjnego organu państwa w przeznaczonej do tego sali, posłowie partii rządzącej opuszczają przedmiotową salę na zasadzie "jak chcecie pajacować, to pajacujcie, ale bez nas". Postępowe i światłe autorytety traktują to jako próbę zamachu stanu... ze strony partii rządzącej. Mam wrażenie, że dla owych autorytetów każde zachowanie pisiaków nosi znamiona zamachu stanu, pisiaki powinny uchwalić ustawę, w której pozbawiają siebie samych wszelkich prawa publicznych, a potem popełnić zbiorowe samobójstwo, to, że tego nie robią, to faszyzm. Normalnie, zachowują się, jakby fakt wygrania wyborów dawał im jakieś uprawnienia, bezczelni.
3. Przed Pałacem Prezydenckim co miesiąc odbywa się miesięcznica. Czy to mądrze, czy głupio, kwestia ocenna, ale prawo do wolności zgromadzeń oznacza, że ludzie mają prawo organizować manifestacje, którzy inni uważają za niepotrzebne, o ile nikomu nie szkodzą. Pewnej grupie to strasznie nie pasuje. Blokuje miejsce przez Pałacem, nie pozwalają "ludowi smoleńskiemu" przejść. Pojawia się Policja, rozdziela obie grupy, żeby obie manifestacje mogły się odbyć. Antymiesięcznicy szarpią się z Policją i koniecznie chcą się przebić do smoleńszczyków, żeby nie dać im odprawić miesięcznicy. Nie chodzi im to, żeby oni mogli zamanifestować swoje zdanie i uczucia, chodzi o to, żeby "tamci" nie mogli. Ostatecznie antysmoleniaki stwierdzają, że doszło do złamania ich wolności zgromadzeń... bo nie pozwolono im zablokować cudzego zgromadzenia. Kodowa logika mocno.
4. Za każdym razem, gdy śp Lech Kaczyński używał prawa weta, podnosił się krzyk. Że niby prezydent ma takie prawo, ale nie powinien z niego korzystać, bo tak. Bo to paraliżuje prace parlamentu, a zresztą, wyborcy zadecydowali, że wybierają takich posłów, więc prezydent powinien uszanować, co większość parlamentarna uchwali. Był nawet tuskowy projekt, żeby wykreślić z konstytucji prawo weta. Kiedy Andrzej Duda został prezydentem, co chwili podnosi się krzyk "Czemu nie wetuje? Czemu nie wetuje?". Widać jest zmanipulowaną marionetką prezesa. Bo przecież to NIEMOŻLIWE ŻEBY ŚWIADOMIE I DOBROWOLNIE zgadzał się z tym, co uchwali pisowska większość sejmowa. Nie ma opcji. Nie dotyczy to tylko prezydenta. Kodziarze nie są w stanie do siebie dopuścić myśli, że ktoś może świadomie i dobrowolnie mieć inne zdanie. Swego czasu ich guru, ten od alimentów, ogłosił, że istnieje coś takiego jak "Homo pis" (oczywiście, ten epitet to nie jest żadne "dzielenie ludzi"), którego charakteryzuje to, że jest bierny, bezmyślny, głosuje na PiS. No bo gdyby pomyślał, choć chwilę, to natychmiast stałby się zażartym antypisowcem. Ilekroć w dyskusji staję po stronie PiS, zaraz pojawia się ktoś, kto mówi "Oho, jesteś pisowskim trollem, ile Ci płacą? 5 groszy za komentarz?" albo "No tak, ciemny motłoch dostał 500 plus, więc głosuje za PiS". Nie, nie głosowałem na PiS, bo 500 plus. Nie mam dzieci, nie jestem w żaden sposób beneficjentem tego programu. Głosowałem na PiS właśnie dlatego, że wnerwia mnie postawa tych światłych, postępowych, niedzielącychludzi antypisowców. Bo jakkolwiek w PiS-ie jest sporo głupoty, chamstwa i obłudy, to jego oponencie biją PiS na głowę. Podniecają się w nieskończoność tekstem o gorszym sorcie, a sami wylewają z siebie tyle pogardy, że hej. A najgorsze jest właśnie to, że nie potrafią traktować wyborców PiS jako oponentów - nie potrafią powiedzieć "To jest Twoje zdanie, ale ono jest głupie i szkodliwe, chciałbym żebyś je zmienił, a jeśli go nie zmienisz, to będę się starał, żeby moje zdanie przeważyło", tylko "Ty wcale nie masz takiego zdania! Jesteś zmanipulowany i ogłupiony! NIE MASZ PRAWA MÓWIĆ, ŻE MASZ TAKIE ZDANIE! W ogóle nie będziemy podejmować z Tobą dyskusji, to poniżej naszej godności. Przecież i tak nie masz żadnych argumentów, bo gdybyś miał, to mogłoby znaczyć, że my nie mamy 100% racji, a to przecież niemożliwe. Fuj, jakiś pisowcie śmie nam zadawać pytania. Dawaj wuwuzelę, zagłuszymy chama". I jeszcze te teksty "Wszyscy Polacy mają dosyć rządów PiS! Kaczyński, odwal się od narodu polskiego!". W sumie logiczne. Tym sposobem kodziarze unikają śmiertelnego grzechu "dzielenia Polaków na lepszych i gorszych". Nie ma lepszych i gorszych Polaków, bo ci, którzy głosują na PiS, to nie gorsi Polacy, tylko wcaleniepolacy!
Mam wrażenie, że nasza konstytucja potrzebuje kilku poprawek, żeby stać się prawdziwie światła i postępowa, jak np.
a) Jeśli na karcie do głosowania brak jest zaznaczonej partii, albo wyborca zaznaczył kilka partii, albo zaznaczył PiS, głos uznaje się za nieważny.
b) Sejm podejmuje ustawy co do zasady zwykłą większością głosów, w określonych przypadkach większością bezwzględną lub kwalifikowaną. Przy liczeniu nie uwzględnia się głosów oddanych przez posłów PiS.
c) Jeśli członek PiS obejmie jakiś urząd państwowy, wszelkie uprawnienia związane z tym urzędem ulegają zawieszeniu do czasu zakończenia kadencji.
d) Jeśli jakiś organ podejmie w dowolnej kwestii decyzję zbieżną z poglądami Jarosława Kaczyńskiego, decyzja jest nieważna.
5. Za poprzednich rządów PiS, jak i za obecnych, mamy to samo. Bez przerwy dziennikarze, artyści, celebryci wylewają hektolitry jadu na PiS. Co samo w sobie nie jest dla mnie problemem, bo jestem za wolnością słowa. Problemem jest to, że owi wylewacza jadu pozują na męczenników. "PiS to gówno, PiS to gówno, PiS to gówno. O jaki ja jestem odważny, przecież żyjemy w kraju totalitarnym, co prawda jeszcze nie zdarzył się przypadek, żeby kaczystowscy siepacze kogoś zgarnęli za krytykę PiS, no ale NA PEWNO jutro kogoś zgarną. Spotykają mnie takie straszne represje, za to, że mówię, że PiS to gówno. Pewnie ABW już po mnie jedzie, za parę minut mnie odstrzelą. To dziś na tyle, jutro znowu się spotkamy, żeby jak kulturalni i otwarci ludzie podyskutować o tym, dlaczego PiS to gówno".
6. Od dawna się mówi, że awantury na Marszach Niepodległości były wynikiem prowokacji inspirowanych przez niechętny rząd. Są nagrania, z których wynika, że peowski minister kazał podpalić budkę przed rosyjską ambasadą, żeby zwalić to na narodowców. Zmienia się władza, na nieco bardziej przychylną narodowcom... I nagle okazuje się, że Marsz Niepodległości może przejść bez żadnych incydentów, jest spokojnie, wesoło. Światły i postępowy dziennikarz maluje się na czarno i udaje Murzyna. Idzie na marsz. Nie spotyka go nic złego, w pewnej chwili ktoś go zaczepia, ale, jak sam przyznaje, pozostali "marszownicy" stają w jego obronie. Co więcej, okazuje się, że w Marszu uczestniczy prawdziwy Murzyn, działacza pro-life, któremu bardzo się podoba ta impreza. Czy to daje cokolwiek dziennikarzowi do myślenia? Nie. Stwierdza, że "oni się jakoś tak na mnie dziwnie patrzyli". Więc jednak, faszyzm. Nie muszą bić, nie muszą wyzywać, nie muszą niczego robić, sam fakt, że ośmielają się istnieć i mieć inne poglądy, jest strasznym świństwem.
Jednocześnie co chwila słyszymy o kolejnych zbrodniach dokonywanych przez islamskich uchodźców. Tu ktoś rozjechał kilkadziesiąt ludzi, tu ktoś zarąbał maczetą ciężarną kobietę, tu ktoś zastrzelił antyislamskiego dziennikarza. Nie słyszy się, żeby "skrajna prawica" dokonywała takich aktów... Ale nie szkodzi! Oficjalna wersja jest taka, że islamscy uchodźcy są cacy, nie wolno poddawać się panice, zresztą to odciąga naszą uwagę od prawdziwego zagrożenia, jakim jest NACJONALIZM! To, że islamiści mordują jeszcze nie znaczy, że są mordercami. To, że nacjonaliści nie mordują, jeszcze nie znaczy, że nie są mordercami.
Żeby nie było - jak wskazałem wyżej, wiem, że PiS ma swoje za uszami. Ale chamstwem, pogardą i głupotą nie dorasta do pięt PO, Nowoczesnej czy KOD-owi. Jeśli krytykujesz PiS i głosujesz na Kukiza, Korwina, Ruch Narodowy itd - szanuję to. Jeśli popierasz kodziarzy, "Bo obronią nas przed pisem!!!", to zachowujesz się, jak ktoś, komu nie podoba się, że w restauracji podano mu przypalonego kotleta, więc żąda, żeby wymieniono go na krowi placek.
czwartek, 10 listopada 2016
Brońmy ministra Stępkowskiego
Jak donosi jeden z brukowców - "Gazeta Wyborcza" - podobno szykuje się odwołanie wiceministra Aleksandra Stępkowskiego. Prawdę, mówiąc, pierwszy raz słyszę o tym, człowieku, ale nie jego osoba jest tu ważna. Podobno obecna władza rozważa zdymisjonowanie tego ministra, gdyż stał się on niewygodny ze względu na swoją pryncypialną postawę i antyaborcyjne i homofobiczne poglądy. W związku z tym w Internecie pojawiła się petycja przeciwstawiająca się tej domniemanej dymisji. Jest wysoce prawdopodobne, że cała ta sprawa została wyssana z palca i w ogóle taka dymisja nie jest rozważana (w końcu ciężko znaleźć źródło mniej wiarygodne od "Wyborczej"), ale można dmuchać na zimne. Poza tym, zasypanie Pis-iaków taką petycją może dać im do myślenia i zniechęcić do myślenia o podlizywaniu się lewakom, dając im dowód na to, że w ten sposób straciliby poparcie swojego właściwego elekttoratu, tj. nas, katolskich homofobów.
Dlatego pozostawiam pod Waszą rozwagę podpisanie tejże petycji.
Dlatego pozostawiam pod Waszą rozwagę podpisanie tejże petycji.
poniedziałek, 19 września 2016
Spotkanie gwiezdnowojenne w Centrum Popkultury
We wspominanym już na tym blogu Centru Popkultury przy ul. Hożej 19 w Warszawie, w piątek 23 września o godz. 18.00 odbędzie się spotkanie fanów Gwiezdnych Wojen. Jak piszą organizatorzy "Poza poznaniem innych fanów uniwersum SW
porozmawiamy o nadchodzącej, grudniowej premierze Rouge One, serialach
animowanych, grach oraz o obecnym i poprzednim kanonie galaktyki". Tematyka trochę ogólnikowa, więc nie wiem, czy się dyskusja nie będzie rozłazić, ale na poprzednim spotkaniu, na którym byłem (o marvelowskim "Civil War") była całkiem fajnie, więc być może się wybiorę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)