czwartek, 10 listopada 2016

Brońmy ministra Stępkowskiego

Jak donosi jeden z brukowców - "Gazeta Wyborcza" - podobno szykuje się odwołanie wiceministra Aleksandra Stępkowskiego. Prawdę, mówiąc, pierwszy raz słyszę o tym, człowieku, ale nie jego osoba jest tu ważna. Podobno obecna władza rozważa zdymisjonowanie tego ministra, gdyż stał się on niewygodny ze względu na swoją pryncypialną postawę i antyaborcyjne i homofobiczne poglądy. W związku z tym w Internecie pojawiła się petycja przeciwstawiająca się tej domniemanej dymisji. Jest wysoce prawdopodobne, że cała ta sprawa została wyssana z palca i w ogóle taka dymisja nie jest rozważana (w końcu ciężko znaleźć źródło mniej wiarygodne od "Wyborczej"), ale można dmuchać na zimne. Poza tym, zasypanie Pis-iaków taką petycją może dać im do myślenia i zniechęcić do myślenia o podlizywaniu się lewakom, dając im dowód na to, że w ten sposób straciliby poparcie swojego właściwego elekttoratu, tj. nas, katolskich homofobów.
Dlatego pozostawiam pod Waszą rozwagę podpisanie tejże petycji.

Dlaczego cieszy mnie i smuci zwycięstwo Trumpa

Wszystko wskazuje na to, że Trump jest w pewnej mierze takim chamem, na jakiego kreowały go lewackie media. Mimo tego, cieszę się z jego zwycięstwa. Ba, w pewnym sensie ta marność nowego prezydenta USA zwiększa moją radość. Dlaczego? Bo skoro Amerykanie zagłosowali na republikańskiego kandydata, pomimo jego licznych wad, to znaczy, że pogarda dla lewicy musiała wśród nich naprawdę przybrać na sile. W związku z tym, cieszy mnie również niewątpliwa frustracja środowisk światłych i postępowych "Ale jak to, czemu ten głupi naród zagłosował nie tak, jak trzeba?". A coś takiego zawsze cieszy. Już słychać o amerykańskich "kodziarzach", którzy wychodzą na ulice, aby w imię obrony demokratycznego państwa prawnego kwestionować wynik demokratycznych, zgodnych z prawem wyborów. Nie trawię tego nieugiętego przekonania lewaków o tym, że ich ideologia musi zawsze i wszędzie zwyciężać, bo przecież każdy człowiek na świecie chce tego samego, co oni, tylko sobie co najwyżej tego (jeszcze) nie uświadamia i lubię, jak ktoś im uciera nosa. Także dla ich własnego dobra.
Dlaczego mnie smuci? Ano dlatego, że w praktyce taki Trump za wiele dla prawicowej sprawy nie zrobi. Ba, zapewne swoim knajackim zachowaniem zrazi do niej wielu Amerykanów i za jakiś czas wajcha przechyli się w drugą stronę... Ale w sumie, czy ma to większe znaczenie? Tak czy inaczej, zachodnia cywilizacja zdechła i nikt jej nie uratuje, więc tyle dobrego, że lewicowi barbarzyńcy zamieszkujący tereny, na których niegdyś istniała ta cywilizacja trochę się pofrustrują.

wtorek, 8 listopada 2016

Parę pomysłów nt kolektywnej świadomości

(Artykuł, który dawno temu publikowałem na Poltergeiście, zanim nastała tam kamulcokracja i cenzura).

Istoty dzielące wspólny umysł nie są pomysłem nowym, występują zarówno w światach fantasy, jak i s-f. Mogą mieć różną postać - od rojowiska insektów różnego rodzaju, z których pełni inną rolę w organizmie, po humanoidy. Ale nie chcę snuć rozważań nt cielesnej powłoki takich stworzeń, ile podać kilka - mam nadzieję, ciekawych - pomysłów na to, jaką rolę mogą odegrać w świecie gry i scenariuszu.

Odpowiedzialność zbiorowa.
Gracze natrafiają na żyjącą w izolacji i okrytą tajemnicą społeczność istot dzielących kolektywną świadomość. Natychmiast zostają aresztowani za "zbrodnię". Kiedy próbują się dowiedzieć, o jaką zbrodnię chodzi, dowiadują się, że ponad sto lat temu kilka osobników ludzkich dotarło do tej tajemnej społeczności, zabiło kilka istot wchodzących w jej skład, a potem uciekło. Dla kolektywniaków (czy raczej - dla ich Umysłu) jest oczywiste, że gracze ponoszą za to odpowiedzialność. Przecież należą do tego samego gatunku, a zatem niepodważalnym faktem jest, że muszą być częścią tego samego Umysłu, co zbrodniarze sprzed wieków. Nie ma znaczenia, że są innymi osobnikami niż tamci - to tak jakby uciąć komuś lewą rękę za to, co zrobił prawą. Argument, że nie mogą odpowiadać za coś, co wydarzyło się przed ich urodzeniem również jest absurdalny - przecież na pewno mają dostęp do kolektywnej pamięci swego gatunku, a zatem pamiętają zbrodnię tak samo dokładnie, jakby byli przy niej obecni. Kolektywniaków w żaden sposób nie da się przekonać, że ludzie nie posiadają kolektywnego umysłu, że każdy z nich podejmuje decyzje i ponosi za nie odpowiedzialność indywidualnie. Jeśli gracze będą próbowali argumentować w ten sposób, jedynie pogorszą swoją sytuację - Umysł Kolektywniaków uzna, że oskarżeni (czy raczej - fragment jednego oskarżonego, gatunku ludzkiego) próbuje robić z niego głupiego, wciskając ewidentny absurd. Gracze mogą spróbować oprzeć swoją obronę na stwierdzeniach, które Umysł jest w stanie zaakceptować - np. stwierdzić, że tamci zbrodniarze to były "komórki rakowe" ludzkości, nad którymi ludzkość straciła kontrolę (wówczas kara będzie łagodniejsza, bo gracze - jako kawałek ludzkości - będą odpowiadali jedynie za zaniedbanie, które doprowadziło do utraty kontroli nad częścią osobników, a nie za umyślną zbrodnię). Mogą też próbować wywodzić, że ludzkość od tego czasu zmieniła swe nastawienie i żałuje swych czynów, za które pragnie odpokutować (wówczas Umysł obarczy ich jakiś questem w ramach zadośćuczynienia). Możliwe, że na podstawie zachowań graczy ludzkość zostanie uznana za niepoczytalną - "Jak to możliwe, że dwa osobniki rozmawiają ze sobą, przecież należą do tego samego gatunku, więc mają dokładnie taką wiedzę i takie samo zdanie na każdy temat... Co więcej, kiedy jeden osobnik mówi o sobie samym, mówi "ja", a kiedy o innych "oni' - tak, jakby.... wiem, że to zabrzmi idiotycznie, ale tak jakby... każdy z osobników był traktowany jako oddzielny byt i oddzielna osoba?" Kolektywny Umysł Ludzkości (który z pewnością istnieje, bo skoro jest to inteligenty gatunek, musi być i jego kolektywna świadomość) musi być wariatem, który kwestionuje własne istnienie! W takiej sytuacji Umysł kolektywniaków odłoży egzekucję, dając sobie czas na zastanowienie, co zrobić ze schwytanymi "organami" szaleńca-ludzkiego gatunku.

Uderzysz jednego, to tak, jakbyś uderzył wszystkich.
Jeśli jeden Kolektywniak wie o czymś, wiedzą o tym wszyscy. Jeśli jeden coś odczuwa, to samo czują pozostali. Jeśli zachowasz się źle wobec jednego z nich, grabisz sobie u całego gatunku. Jeśli pomożesz jednemu z nich, cały gatunek jest wdzięczny. Dokonanie infiltracji terytorium zajętego przez Kolektywniki jest szczególnie trudne. Jeśli choć jeden z wartowników cię zauważy, cały gatunek będzie znał twoją twarz. Zabijanie wartowników tak, żeby nie zdążyli cię zauważyć również na niewiele się zda - gatunek wyczuje śmierć swego "organu" i natychmiast na miejsce zbrodni przybiegnie kilka osobników. Jedynym sposobem na niezauważone zinfiltrowanie terytorium Kolektywniaków jest unikanie jakiejkolwiek  interakcji z jakimkolwiek z członków tego gatunku.

Ani króla, ani pana. 
 Kolektywniaki nie mają żadnej formy przywództwa. Żadnej Królowej Ostrzy, Nadświadomości ani Mózgowców. Są de facto jedną osobą w wielu ciałach. W związku z tym absurdem byłoby istnienie wodza, który wydawałby rozkazy, albo jakiejś rady, która by debatowała nad najlepszym rozwiązaniem - cały gatunek ma jedną wolę i cały gatunek podejmuje taką samą decyzję, w tym samym momencie (co nie znaczy, że wszystkie osobniki muszą robić naraz to samo, bo ta decyzja może brzmieć "Mojego osobnika 754 przesunę tutaj, oczami 395 obejrzę ten las, a ustami 271 przemówię do innego gatunku".) Aczkolwiek, Umysłowi Kolektywniaków może przyjść do głowy pewien fortel... Oczywiście ów pomysł może mu przyjść do głów dopiero wtedy, gdy wreszcie przyjmie do wiadomości, że ludzie nie posiadają zbiorowej swiadomości, a co za tym idzie, mają taką koncepcję jak "przywództwo". Umysł może rozpuścić plotki, że istnieje ktoś taki jak "Król kolektywniaków" który kieruje działaniem wszystkich pozostałych osobników. A potem ubrać jednego z osobników w strojne szaty, zasiąść nim na tronie i otoczyć zbrojnymi ochroniarzami. Jeśli wybuchnie wojna pomiędzy Kolektywniakami, a ludźmi, ludzie swe wysiłki skoncentrują na uśmierceniu "króla"... Tylko po to, żeby pojąć, że to była strata sił i czasu - "król" tak naprawdę nie odgrywał w procesie decyzyjnym i dowodzeniu armią roli większej, niż "robotnik" który wykopał fosę wokół jego zamku.

Spółdzielnia usługowa.
Kolektywniaki nie muszą być odizolowane od innych ras, ani wrogo do nich nastawione. Równie dobrze mogą z nimi koegzystować, wykorzystując swe zdolności dla polepszenia bytu swego gatunku. W settingach low-tech niekiedy jest problem z efektywną komunikacją na odległość - można tu wykorzystać magię, ale ona z reguły dostępna jest dla nielicznych osób. można też wykorzystać Kolektywniaki, które oferują usługę "telegraficzną" - powiedz coś do jednego z nich z prośbą o przekazanie innej osobie (wręczając przy okazji wynagrodzenie), a wszystkie Kolektywniaki poznają treść twoje wiadomości i ten z nich, który będzie najbliżej adresata, powtórzy mu ją. Oczywiście, rodzi to pewne niebezpieczeństwa. Np. kto wie, czy Umysł Kolektywniaków faktycznie jest przyjaźnie nastawiony do ludzi... A może wykorzystuje "usługodawstwo" aby gromadzić tajemnice, które kiedyś wykorzysta, gdy nadejdzie czas ofensywy....?

sobota, 5 listopada 2016

Dwuznaczni złoczyńcy

W realnym świecie źli ludzie to bardzo często nad wyraz proste konstrukcje. Kradną, gwałcą i mordują dla swojej przyjemności/korzyści i tyle. A nawet jeśli kierują się jakąś ideologią, to zazwyczaj nad wyraz prymitywną (ewentualnie sprymitywizowaną wersją bardziej rozbudowanej filozofii), sprowadzającej się do "Zabić iksa to nie grzech, bo cośtam", co i tak z reguły jest pretekstem do zabijania dla przyjemności/korzyści. W fikcji, w tym grach, ludzie często oczekują bardziej pogłębionych złoli. Oczywiście, są sprawdzone sposoby na dodanie trochę kolorytu złoczyńcom i dorobienie motywacji i uzasadnienia dla ich charakteru. Jednakże, motywacja w rodzaju "Jestem wredny bo nie wierzę w ludzi, bo prześladowano mnie w dzieciństwie" albo "Atakuję iksów, bo kiedyś iksjańscy żołnierze wymordowali moją rodzinę" może sprawić, że gracze uznają złoczyńcę za ciekawą postać, zaczną mu współczuć, czy nawet chcieć nawrócić... Ale raczej nie spowoduje, że przejdą na jego stronę. Przyszło mi do głowy kilka "uzasadnień zła", które przy dobrym zaprezentowaniu mogłyby sprawić, że gracze zaczną się zastanawiać, czy ich przeciwnik faktycznie jest "tym złym" i dać im realną pokusę przejścia na jego stronę.

1. Tylko ja rozumiem zagrożenie, ale nikt nie chce mnie słuchać.
Wróg głosi, że waszej krainie zagraża jakaś złowroga, potężna siła, dajmy na to armia z innej planety/innego wymiaru - i kraina musi się na to przygotować. W tym celu podbija różne narody, aby stworzyć zjednoczone, silne imperium, mogące stawić czoła najeźdźcom, kradnie wynalazki/artefakty mające wzmocnić jego siłę, eksperymentuje na niewolnikach, żeby wyhodować doskonałych żołnierzy itd. Oczywiście, wszystkie światłe autorytety krainy twierdzą, że to bzdura, przejaw szaleństwa, megalomanii albo kolejne doszukiwanie się fikcyjnego wroga mające stanowić usprawiedliwienie dla "faszyzmu". Problem w tym, że gracze w toku walki z owym wrogiem odnajdują niepodważalne dowody, że on ma rację - faktycznie, krainie zagraża najeźdźca z zewnątrz (np. włamując się do komputera wroga odkrywają dane potwierdzające jego teorie, albo przeszukując jego lochy odnajdują wziętego do niewoli zwiadowcę "zewnętrzniaków"). Oczywiście, światłe autorytety ignorują te dowody "Bo przecież on nie ma racji, a skoro nie ma racji, to nie ma sensu, żebyśmy patrzyli na te dowody, bo NA PEWNO są fałszywe". I teraz gracze stoją przed dylematem - czy zachować moralną czystość i pokonać obecnego wroga, a następnie mieć nadzieję, że uda im się ocalić krainę przed zagrożeniem zewnętrznym? Albo, mogą przyłączyć się do jedynego człowieka, który jest na tyle inteligentny, żeby traktować zagrożenie na poważnie i który od kilku lat szuka sposobów na jego odparcie tudzież gromadzi w tym celu zasoby - i pomóc mu podbijać, kraść i eksperymentować na ludziach, jak na wstępie.
Oczywiście, motywem działania złoczyńcy nie musi być groźba inwazji. Może np. szuka lekarstwa na zarazę - wykrada przedmioty potrzebne mu do opracowania leku i eksperymentuje na ludziach, żeby opracować najlepszą recepturę (a nie ma ochotników, bo każdy reaguje "Nie, to nie ma sensu, twój lek na pewno nie zadziała, nie, nie będę patrzył na twoje analizy, bo one na pewno są głupie, LALALA nie słucham cię").


2. Ale oni naprawdę są zagrożeniem.
Złoczyńca morduje różne osoby. Dlaczego? Nie dlatego, że uważa, że są moralnie złe i zasługują na śmierć. Wręcz przeciwnie, czuje się podle, że musi to robić... ale MUSI. Bo te osoby są potencjalnymi nosicielami straszliwej zarazy. Bo są podatne na opętanie i mogą stanowić bramę, przez którą do naszego świata wkroczą plugawe demony z innego wymiaru. Itd. Morderca ma rację - tyle, że te osoby są POTENCJALNYM zagrożeniem. Czy gracze powstrzymają mordercę, go ryzykując istnieniem całej ludzkości?
Problem może się pojawić, kiedy "nosiciele" z założenia należą do pewnej szczególnej, identyfikowalnej grupy - np. w tym świecie ciemne włosy i zielone oczy znamionują większe ryzyko zostania jednym z nich. Dla wielu ludzi istnieją dwa niewybaczalna grzechy - gwałt i dyskryminacja. Złoczyńca może mordowować miliardy przypadkowych niewinnych ludzi i być "fajnym złym", jeśli tylko robi to z klasą... Ale jeśli uderzy choć jedną osobę ze względu na jej kolor skóry/ulubioną dewiację seksualną/inną cechę, to staje się gównem. Dlatego, jeśli wprowadzisz taki motyw na swojej sesji, co bardziej lewaccy gracze mogą uznać Cię za faszystę, bo "próbujesz pokazywać, że dyskryminacja może mieć uzasadnienie, a ona NIE MOŻE GO MIEĆ NIGDY NAWET W FANTASTYCZNYM ŚWIECIE TY HITLEROWCU!!!". Oczywiście, rozumiem dlaczego komuś może się to skojarzyć z Hitlerem, choćby przez teksty w rodzaju "Żydzi roznoszą choroby i dlatego naprawdę muszą być odizolowani", ale nie sprowadzajmy wszystkiego do argumentum ad hitlerum. W realnym świecie NAPRAWDĘ zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś musi być poddany kwarantannie (szczęśliwie, raczej nie zdarzają się sytuacje, kiedy dla powstrzymania zarazy trzeba mordować chorych/potencjalnych nosicieli, ale w grach rzeczy mogą być przejaskrawiane dla większego efektu).

3. Czy wolność jest najważniejsza?
Złoczyńca jest tyranem. Za każde, najmniejsze nieposłuszeństwo karze śmiercią. Ale tym, którzy są posłuszni, za jego rządów żyje się świetnie. Gracze na każdym kroku widzą tego dowody. Na jednego poćwiartowanego dysydenta przypada dziesięciu poddanych wychwalającyh tyrana pod niebiosa (szczerze). "Przed tyranem cierpieliśmy brud, smród i ubóstwo, zagrażali nam bandyci i wojujący suwerenni władcy, teraz jest lepiej. Że zamorduje nas, jeśli się zbuntujemy? A PO CHOLERĘ mielibyśmy się buntować?". Spójrzmy prawdzie w oczy - wbrew temu, co głoszą niektórzy idealiści, wolność nie jest podstawową potrzebą człowieka, przynajmniej dla zdecydowanej większości ludzi. Gdyby komunizm działał i spełniał swoje obietnice, walczyłaby z nim jedynie garstka fanatycznych wyznawców religii/wolnego rynku (nie to, żebym miał coś przeciwko nim), nigdy nie powstałby rych w rodzaju "Solidarności". Żeby gracze naprawdę odczuwali dylemat moralny, musi być jasno powiedziane, że dobrobyt i bezpieczeństwo zapewniane przez tyrana są realne, nie są wymysłami propagandy sukcesu. Co więcej, jest jasne, że jeśli gracze obalą tyrana, wszystko wróci do stanu poprzedniego. Czy gracze poświęcą szczęście mieszkańców krainy w imię ich wolności? Czy przymuszanie do wolności, której mieszkańcy nie chcą, jest wyzwoleniem?


4. Musi być gorzej, żeby było lepiej.
Złoczyńca chce osiągnąć jakiś bardzo szczytny cel, na przykład, zjednoczyć wszystkie narody planety, żeby zapobiec dalszym wojnom. Niestety, wymaga to poświęceń. Wojna, którą wytoczył w celu osiągnięcia tego celu, pochłonęła wiele ofiar. Gracze mają możliwość powstrzymania złoczyńcy... tyle, że jest on niemal na progu osiągnięcia swojego celu. Na przykład, zjednoczył niemal cały świat, ale pozostała jeszcze garstka rebeliantów, którą musi zmiażdżyć, żeby zapanował pokój. "Zabiłem miliony, żeby uratować miliardy... Ale muszę zabić jeszcze parę setek. Opłakuję każdą zabitą przeze mnie osobę, czuję się z tym podle... Ale czy wy nie będziecie się czuć podle, jeśli powstrzymując mnie sprawicie, że te miliony umarły na darmo... a miliardy nie osiągną szczęścia, które mogę im dać? To co, pomożecie mi zabić jeszcze 500 ludzi?". Oczywiście, jeśli gracze zdecydują się pomóc niedawnemu wrogowi, może się okazać, że "Napotkaliśmy nieprzewidziane trudności. Musimy zabić jeszcze 1000 ludzi. MUSIMY to zrobić, inaczej te 3 000 500 śmierci pójdzie na marne".

PO RAZ KOLEJNY żebrzę o komentarze.


środa, 2 listopada 2016

MINIRPG - planszówka

Jest to niewielka planszówka, którą sporządziłem parę lat temu, mogąca przypominać uproszczone RPG, jest troszkę podobna do słynnej "Magii i Miecza". Gracze przesuwają swoje pionki po planszy przedstawiającej podziemia i za pomocą kostki określają, jakie wydarzenia ich spotykają (np. walka z potworem, rozbrajanie pułapki, otwieranie skrzyni ze skarbem) i korzystając ze swoich umiejętności stawiają czoła wyzwaniom. Postacie graczy (jest do wyboru kilka profesji) mogą się rozwijać dzięki zdobywaniu doświadczenia pozwalające na wybór nowych umiejętności oraz zakupowi sprzętu w podziemnych osadach za zdobyte złoto. Czas jednej rozgrywki to ok. pół godziny. Na upartego da się grać w pojedynkę, gdyż główną przeszkodą do dotarcia do mety nie są inni gracze (choć walki z nimi są możliwe), ale sama plansza, więc możliwa jest przegrana (śmierć postaci) nawet w "trybie solo".

Link do ściągnięcia:

http://www.mediafire.com/file/bifkbngeg9nv599/planszowe+rpg3.doc


I po raz kolejny - pokornie proszę o komentarze. Ze statystyk widzę, że jakieś osoby wchodzą na tego bloga i ściągają rzeczy, które publikuję - jeśli poświęcacie czas na zapoznanie się z moimi wypocinami, to chyba dacie radę wygospodarować minutę na napisanie chociażby "fajne/niefajne". Nie żebrzę o pochwały, krytyka też się przyda, po prostu głupio mi pisać "do ściany" i chciałbym wiedzieć, czy moja grafomania ma jakikolwiek sens.

sobota, 29 października 2016

Forum fanów Marvela

Od jakiegoś czasu trochę fanuję MCU - czyli Marvel Cinematic Universe, na które składają się kinowe filmy Marvela (tzn. te kręcone przez Marvel Studios zrzeszone z Disneyem - filmy o X-menach kręcone przez wytwórnię FOX tworzą oddzielne uniwersum, choć w komiksowym pierwowzorze mutanci i Avengersi żyją w tym samym świecie), seriale telewizyjne i internetowe oraz pomniejsze projekty (jak np. książki - ostatnio w Polsce ukazała się pozycja osadzona właśnie w MCU, tj. "Czarna Wdowa. Na zawsze czerwona").
Fani MCU byli bardzo aktywni na portalu Filmweb - część z nich postanowiła stworzyć własne forum pod adresem: http://marvelforum.net.pl/forum/index.php?sid=9ecf4c772000879d46ea92e8433379c3

Niedawno się na nim zarejestrowałem. Z tego, co widzę użytkownicy skupiają się głównie na dzieleniu newsami dotyczącymi nowych marvelowych filmów (a jest tego co nie miara, bo Marvel ma świetny marketing i praktycznie bez przerwy ukazują się jakieś teasery, trailery, wywiady z reżyserami i aktorami itd.), ale również dyskutują na temat już obejrzanych "obrazów", a także dzielą się swoimi teoriami i hipotezami. Atmosfera jest bardzo przyjazna - każdy nowy użytkownik jest witany istną lawiną pozdrowień, a na czacie jest radości co nie miara.
Jako katofanatyka uczulonego na polityczną poprawność zaniepokoił mnie jeden z punktów regulaminu: "Absolutnie zabrania się obrażania lub wyrażania wrogości w stosunku do mniejszości seksualnych, a także na tle rasowym na mChat, ale po pogawędce z adminami okazało się, że interpretują ten punkt raczej zdroworozsądkowe i chodzi o nie walenie tekstami "pedały do gazu", "czarnuchy, a nie zakaz wyrażania jakichkolwiek homosceptycznych opinii.

W sumie, jeśli interesujecie się Marvelem, a brakuje Wam kogoś, żeby na ten temat pogadać, warto tu zajrzeć.

piątek, 21 października 2016

Szczęśliwy dzień Meduzy - krótkie opowiadanie

   Meduza sprzątała w swojej jaskini, podśpiewując pod nosem. Lubiła to robić (śpiewać, nie sprzątać), ale jednak trochę smutno jej było, że od wielu lat jedynym głosem, jaki słyszy, jest jej własny. Lecz cóż zrobić – kiedy rozgniewane bóstwo pokarze cię taką paskudną klątwą jak ta, jedyne co możesz zrobić, to postarać się, żeby nikt więcej nie cierpiał. Niestety, pomimo tego, że Meduza wyniosła się na to odludzie i tak zdarzały się… ,,wypadki”. Przed wejściem do jaskini stało już kilka posągów. Twarze niektórych z nich zastygły w wyrazie zaskoczenia, innych – wściekłości. Meduza nie wiedziała, czy zaklęci nieszczęśnicy cokolwiek czują – ale na wszelki wypadek uszyła kilka płacht, którymi ich nakryła, aby zła pogoda i ptasie odchody nie dawały się biedakom we znaki. Skrycie żywiła nadzieję, że kiedyś znajdzie sposób, aby ich odczarować.
    – Hej! – krzyknęła, kiedy nagle jeden z wężowych włosów opadł jej na twarz. Aż wypuściła miotłę z ręki.
    – Nie rób tego więcej! – powiedziała i lekko pacnęła węża po głowie. Stworzenie odskoczyło od jej twarzy. Jednak cały czas kiwało się o palec od niej, sycząc.
    – O co chodzi? Dostałeś już jeść, tak? – spytała Meduza. – Bo będziesz grubszy niż wyższy! Eee… to znaczy – dłuższy!
    Jednak pozostałe włosy też najwyraźniej były zaniepokojone. Wiły się we wszystkie strony i syczały.
    – Wiem! – Meduza pstryknęła palcami. Trochę szpony przeszkadzały, ale ten nawyk pozostał jej ze starych czasów. – Czujecie, że ktoś nadchodzi!
Najśmielszy z włosów – ten, który przed chwilą ją ,,zaatakował” entuzjastycznie pokiwał łbem.
    – Co za szczęście, że właśnie posprzątałam – mruknęła pod nosem dziewczyna. – A niech to Hades pochłonie! Zapomniałabym o najważniejszym!
   Podeszła do legowiska, które kiedyś umościła sobie w kącie groty. Nie było to nic wielkiego, ot kupka słomy nakryta kolejną, pozszywaną z kawałków płachtą. Po chwili wyciągnęła spod ,,posłania" szeroką zieloną wstążkę i zawiązała ją sobie wokoło głowy, tak aby zakryć oczy. Teraz miała pewność, że nowemu przybyszowi nic się nie stanie.
    – Wsadź sobie w tyłek swoją klątwę, Ateno – mruknęła. Ale cichutko, tak aby bogini przypadkiem nie usłyszała.
    Po chwili do jej uszu doszły odgłosy kroków. Były ciche, najwyraźniej ten ktoś szedł powoli i ostrożnie. ,,Pewnie się boi” – pomyślała ze smutkiem Meduza. Cóż, trudno było mu się dziwić. Jednak zaraz dziewczyna poweselała. Od tej pory nikt nie musi się jej bać!
    – Witaj! – powiedziała głośno, starając się, aby brzmiało to przyjacielsko, a na twarzy pokazał się miły uśmiech. Na szczęście, choć Atena zmieniła jej włosy w węże (okazały się zresztą całkiem miłe, od kiedy zaprzyjaźniła się z nimi na tyle, że przestały ją kąsać), paznokcie w szpony, i dała jej te nie wiadomo do czego potrzebne skrzydła (raz próbowała ich użyć… Do tej pory nie wszystkie siniaki zeszły), ale nie zabrała jej dźwięcznego głosu i sympatycznej buzi (tak przynajmniej je określali inni kiedy… kiedy jeszcze z nią rozmawiali).
    – Nazywam się Meduza – ciągnęła. – Pewnie słyszałeś, że mój wzrok zamienia ludzi w kamień, ale nie bój się! Teraz noszę to – wskazała po omacku na opaskę. – Nic ci się nie stanie!
   Usłyszała, że przybysz przystanął.
   – Jak miło z twojej strony – w ochrypłym głosie gościa było czuć lekka kpinę i chyba niedowierzanie.
    – Naprawdę! – zapewniła Meduza. – A ty jak się nazywasz? Czym się zajmujesz?
   – Nazywam się Perseusz i jestem herosem. Zabijam potwory – z jakiegoś powodu przybysz postawił wyraźny nacisk na ostatnie zdanie.
   – Brawo! – ucieszyła się Meduza. – To dobrze, że są tacy bohaterowie jak ty, którzy bronią zwykłych ludzi przed niebezpieczeństwami. Powiedz, teraz jesteś na jakiejś misji? Tropisz jakieś groźne monstrum? – pytała podekscytowana.
   – Owszem.
   – Jejku! A mogę ci jakoś pomóc? – spytała Meduza.
   Mężczyzna przez chwilę milczał, po czym wybuchnął donośnym śmiechem. Meduza zawtórowała mu – nieco cicho i nieśmiało, bo nie miała pojęcia, co go tak rozbawiło, ale chciała być grzeczna.
   – Pewnie! – powiedział gość, kiedy skończył się śmiać. – Po prostu stój przez chwilkę bez ruchu…. Może nieco pochyl głowę… I broń Zeusie, nie zdejmuj tej opaski!
   Dziewczyna posłusznie wykonała to, co jej kazał. Nie rozumiała, o co chodzi w tym dziwnym rytuale… Ale była tak szczęśliwa! Wreszcie znalazła przyjaciela… I to w dodatku sławnego bohatera, któremu może pomóc w jego walce ze złem! Czuła, że razem dokonają wielkich czynów.
    Czuła, że opowieść o Perseuszu i Meduzie przetrwa wieki.

niedziela, 16 października 2016

Kilka ciekawych stron

http://paragrafowegranie.republika.pl/ - jedna z nielicznych polskich stron o grach paragrafowych. Redakcja zamieszcza newsy dotyczące sceny paragrafowej, krótkie informacje o grach opublikowanych w Polsce, w dziale download znajduje się całkiem sporo paragrafówek, a także parę programów, które być może pomogą Wam stworzyć własne dzieła. Na forum http://www.paragrafowegranie.fora.pl/ można podyskutować o grach, poradzić się doświadczonych twórców, czy też zasięgnąć wiedzy o niezależnych paragrafówkach (w tym stworzonych przez użytkowników).

http://www.paragrafka.pl/ - inna polska strona o paragrafówkach, o nieco innym profilu. Autor kolekcjonuje gry (zarówno polsko- jak i obcojęzyczne), a na łamach portalu recenzuje dogłębnie je recenzuje i ocenia.

http://www.disciples.pl/ - seria Disciples ostatnimi czasy nieco podupadła, za co odpowiada nieudana trzecia część (której twórcy w znacznym stopniu zerwali z dotychczasową linią fabularną, znacząco zmienili gameplay, znacznie zmniejszyli liczbę dostępnych jednostek, a co chyba najgorsze - całość okrasili licznymi bugami). Mimo wszystko, polskie forum Disciples wciąż żyje, nawet jeśli nie jest to życie specjalnie prężne. Wydaje mi się, że środowisko skupione wokół tej strony jest dosyć hermetyczne, ale można poczytać ciekawe dyskusje i skorzystać z działu Download oferującego twórczość fanowską (który wciąż jest aktywny - najnowsza mapa została opublikowana pięć dni temu). Dla osób, które nie znają Disciples, może to być zachęta do zapoznania się z tą świetną serią, dla tych, którzy kiedyś grali - okazja do odkurzenia klasyka.